Drobne skaleczenie podczas prac w ogrodzie lub pozornie niegroźne zapalenie płuc w ciągu kilkudziesięciu godzin prowadzi do niewydolności organów i stanu zagrożenia życia. Winowajcą jest sepsa – podstępny zabójca pochłaniający miliony istnień nawet w epoce zaawansowanych antybiotyków i nowoczesnej opieki intensywnej.
Samo słowo „sepsa” ma starożytne korzenie – wywodzi się z greckiego terminu sēpsis, używanego już przez Hipokratesa na określenie procesu gnicia. Przez wiele lat potocznie mówiono też o „zatruciu krwi” lub używano terminu „posocznica”, co sugeruje obecność bakterii we krwi (bakteriemię). W rzeczywistości jednak współczesna definicja sepsy jest znacznie szersza i bardziej złożona. Sepsa to zagrażający życiu zespół objawów występujący, gdy organizm w reakcji na zakażenie zaczyna uszkadzać własne tkanki i narządy. Taką definicję podaje m.in. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Innymi słowy, jest to skrajnie niewłaściwa, „rozregulowana” odpowiedź układu odpornościowego na infekcję, prowadząca do uogólnionego stanu zapalnego i uszkodzenia narządów.