Reklama

„Detoks” dla dzieci? Pediatra: klasyczny marketing strachu

W sieci mnożą się reklamy preparatów do „detoksu dzieci” – mają rzekomo usuwać metale ciężkie i pasożyty, a kosztują zwykle 100–150 zł za 30 ml (miesiąc „kuracji”). Jedna buteleczka obiecuje „oczyszczanie” z ołowiu, rtęci czy arsenu już od 2. roku życia, inna – ziołowe „odrobaczanie”. Niektóre influencerki chwalą się, że podają je własnym dzieciom.

r n. med. i n. o zdr. Łukasz Dembiński – pediatra i gastroenterolog, członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego oraz Europejskiej Akademii Pediatrii – ostrzega: to „książkowy przykład marketingu strachu”.
– W przypadku zatrucia takie produkty nie pomogą – podkreśla.


Co robić przy realnym problemie?

Podejrzenie zatrucia metalami ciężkimi

  • Nie zwlekaj z wizytą u lekarza. „Detoksy” z internetu nie mają tu żadnej roli.

Podejrzenie pasożytów

  • Najpierw badania – kału, a czasem krwi.

  • Wyjątek: owsiki. Opiekun może je rozpoznać, obserwując okolice odbytu dziecka w nocy – wtedy nie są potrzebne dodatkowe badania.

    Reklama
  • Leczenie? Lekami, nie suplementami. Preparaty przeciwpasożytnicze są skuteczne i bezpieczne, działają głównie w świetle jelita.


Dlaczego „detoksy” są złym pomysłem?

  • Brak dowodów: większość takich produktów nie była badana pod kątem skuteczności i bezpieczeństwa.

  • Pozory naukowości: reklamy pełne słów w rodzaju „mikronizowane nanocząsteczki”, obok haseł o „naturalności” i „łagodności”.

  • Ryzyko zanieczyszczeń: zioła i glinokrzemiany mogą być skażone metalami ciężkimi i pestycydami; brak realnej kontroli jakości i standaryzacji – każda partia może mieć inne stężenia.

    Reklama
  • Status prawny: część preparatów nie jest zarejestrowana w UE do użytku wewnętrznego.

  • Fałszywe poczucie bezpieczeństwa: „kuracja” może opóźnić właściwą diagnozę i leczenie.

– Współczesna medycyna opiera się na badaniach. Jeśli ktoś twierdzi, że ma cudowny środek – niech go zbada. Dlaczego sprzedawcy tego nie robią? – pyta dr Dembiński.


„Detoks dietą” – jeszcze większe ryzyko

Podobną narracją kuszą niektóre restrykcyjne diety „oczyszczające” (np. długie picie wyłącznie soku).
– To może być groźniejsze niż ziołowe suplementy – ocenia lekarz. Organizm dziecka potrzebuje pełnego bilansu składników, w tym tłuszczów ważnych dla rozwoju układu nerwowego. Nadmiar owoców bez zbilansowania bywa przyczyną biegunek, wzdęć, niechęci do jedzenia i pogorszenia rozwoju.

Reklama

Lekarz przypomina też dramatyczny przypadek 3-latki z okolic Zielonej Góry (grudzień 2024 r.), karmionej wyłącznie mlekiem i winogronami – dziecko trafiło do szpitala w stanie skrajnego niedożywienia, a rodzice usłyszeli zarzuty.


Krótkie wskazówki dla rodziców

  • Nie kupuj „detoksów” dla dzieci – to nie leki.

  • Masz obawy? Skontaktuj się z pediatrą i wykonaj odpowiednie badania.

  • Nie stosuj restrykcyjnych diet „oczyszczających”.

  • Na co dzień: woda do picia zamiast soku, zbilansowana dieta (w tym tłuszcze).

Sedno: dzieci nie potrzebują „detoksu” z internetu. Potrzebują opieki lekarza, rozsądnej diety i dowodów, nie obietnic.

Reklama

 

red./PAP

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości