To nie jest problem przyszłości. To dzieje się teraz – w domach, szkołach, restauracjach i samochodach. Krótkowzroczność, jeszcze niedawno traktowana jak zwykła wada wzroku, dziś przybiera rozmiary epidemii. Lekarze mówią wprost: to choroba cywilizacyjna XXI wieku, a jej ofiarami coraz częściej są dzieci.
– „Obserwujemy lawinowy wzrost liczby młodych pacjentów z krótkowzrocznością. To nie są pojedyncze przypadki – to zjawisko populacyjne” – ostrzega prof. Agnieszka Kamińska, okulistka i retinolog z ponad 25-letnim doświadczeniem.
Winowajca jest dobrze znany i niemal zawsze ten sam. Ekrany. Komputery, tablety, ale przede wszystkim smartfony – małe, trzymane bardzo blisko oczu, używane godzinami, często bez żadnych przerw. Pandemia COVID-19 tylko przyspieszyła ten proces. Nauka zdalna sprawiła, że dzieci praktycznie przeniosły całe swoje życie do świata cyfrowego. A po lekcjach? Gry, media społecznościowe, filmy.
Problem polega na tym, że oko dziecka nie jest przystosowane do takiego obciążenia. Długotrwałe wpatrywanie się w ekran powoduje ciągłe napięcie układu wzrokowego, zaburza naturalną zdolność oka do akomodacji i sprzyja rozwojowi krótkowzroczności. Co więcej – im mniejszy ekran, tym większe zagrożenie. Dlatego właśnie smartfony są dla wzroku najbardziej niebezpieczne.
Szczególnie niepokojące jest to, że z urządzeń mobilnych korzystają już bardzo małe dzieci. Dwu- i trzylatki, które zamiast książki czy zabawy z rodzicem dostają tablet – ciche, spokojne, zajęte ekranem. Dla wielu dorosłych to wygodne rozwiązanie. Dla wzroku dziecka – ogromna cena.
Największy mit? Że krótkowzroczność to drobny problem, który „załatwią okulary”. W rzeczywistości to choroba całego oka. W jej przebiegu dochodzi do wydłużenia gałki ocznej, co zwiększa ryzyko groźnych powikłań, takich jak odwarstwienie siatkówki. Tych zmian nie da się cofnąć – ani okularami, ani laserem.
I choć najwięcej mówi się o dzieciach, dorośli również niszczą sobie wzrok. Przewlekły stres, brak snu, palenie papierosów, nadciśnienie, cukrzyca – wszystko to odbija się na oczach. Lekarze obserwują coraz więcej chorób naczyniowych siatkówki i schorzeń plamki żółtej, które mogą prowadzić do trwałej utraty widzenia.
Dobra wiadomość jest taka, że nie jesteśmy bezradni. Ograniczenie czasu przed ekranami, regularne przerwy, więcej światła dziennego, ruch na świeżym powietrzu i profilaktyczne badania okulistyczne naprawdę mają znaczenie. Oko nie funkcjonuje w oderwaniu od reszty organizmu – zdrowy styl życia to najlepsza ochrona wzroku.
Bo jeśli dziś tego nie zauważymy, jutro może się okazać, że całe pokolenie będzie patrzeć na świat… coraz mniej wyraźnie.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze