Ćwiczenia „Zapad” właśnie się zaczęły, a nad Polską już mamy pełną próbkę tego, co w Europie nie działa. Wtargnięcie rosyjskich dronów – kilkunastu tanich maszyn z dykty i pianki – wywołało chaos nie tylko w przestrzeni powietrznej, ale i w naszej świadomości. Najpierw nie zauważyły ich systemy obrony. Potem przez dni całe przeczesywano Polskę, aż znaleziono wraki – na Mazowszu, pod Elblągiem, najwięcej oczywiście przy granicy. Polska armia w panice zestrzeliła kilka z nich… niszcząc przy okazji dom niewinnych ludzi. Drony, jak się okazało, były nieuzbrojone.
Bilans? Tanie konstrukcje warte kilkadziesiąt tysięcy euro kontra rakiety o wartości milionów. Strzelanie z armat do wróbli w wersji XXI wieku. I jeszcze ze skutecznością, która – jak zauważa „Sueddeutsche Zeitung” – jest „katastrofalnie zła”: z 19 dronów zestrzelono zaledwie trzy–cztery.
Na tym tle komunikaty płynące z NATO brzmią jak gorzka ironia. Szef Komitetu Wojskowego NATO, admirał Cavo Dragone, przekonuje we włoskiej prasie, że „Putin dostał dowód na to, że jesteśmy silniejsi od Rosji”. Że operacja obronna „zadziałała perfekcyjnie” i on sam może spać spokojnie.
Tylko jak to pogodzić z analizą Politico, gdzie czytamy, że Sojusz nie ma dziś realnych i opłacalnych metod zwalczania dronów? Albo z głosem niemieckiej prasy, która pisze wprost: NATO zawiodło na całej linii – wojskowo i politycznie? Rzeczywistość jest brutalna: drony przeleciały wiele kilometrów w głąb NATO i nikt nie wie, co się właściwie wydarzyło. Perfekcyjna obrona? A może raczej „pokazaliśmy Kremlowi, jak bardzo jesteśmy nieprzygotowani”, jak ujęli to dyplomaci w Brukseli?
Dla zwykłych Polaków to kolejny sygnał alarmowy. Ludzie żyją w stresie, media przekazują sprzeczne informacje, dezinformacja szerzy się jak chwast. Każdy komentarz polityczny tylko dolewa oliwy do ognia – jedni wołają, że to przypadek, inni że prowokacja. Tymczasem fakty są takie: Rosja znowu z nas kpi, testuje nasze reakcje, a my udowadniamy, że nie jesteśmy gotowi na nic.
Bo gdzie są schrony, o których mówi się od lat? Gdzie ta słynna tarcza antydronowa? Zamiast produkować prostą i tanią amunicję, która skutecznie sprawdza się w rękach Ukraińców, my rozbrajamy się w logice zakupów wielomiliardowych systemów, które świetnie wyglądają na paradach, ale kompletnie nie nadają się do zestrzeliwania tanich dronów.
„Jeżeli Putin chciał nas sprowokować – udało się”. „Jeżeli chciał nas przetestować – zdał”. To głosy niemieckich komentatorów. A NATO? Zamiast spójnej odpowiedzi mamy koncert sprzeczności: od dumnego „spaliśmy spokojnie” po „Sojusz zawiódł na całej linii”.
A może właśnie o to chodziło Kremlowi – byśmy sami pokazali, że Zachód jest w rozsypce, że każdy mówi co innego, a nasze rakiety warte miliony padają na drony warte tyle, co dobry samochód. I że jeśli przyjdzie naprawdę poważny atak – z setkami czy tysiącami takich maszyn – to nie mamy nic, co mogłoby nas ochronić.
Zostaje pytanie, na które nikt nie daje uczciwej odpowiedzi: czy to był tylko incydent, czy początek większej gry? Rosja nie pierwszy raz udaje, że to „niewinne ćwiczenia”. A my? My zostajemy z poczuciem, że chaos wciąż jest większy niż jakakolwiek obrona. I że Putin – jak zwykle – dostał dokładnie to, czego chciał.
red.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze