W poniedziałek, 11 sierpnia 2025 r., tuż po godzinie 13:00, na wysokości ul. Marymonckiej 161 w Warszawie kierowca dostawczej toyoty wjechał w grupę pieszych przechodzących przez przejście na zielonym świetle. Cztery osoby zostały potrącone; mimo reanimacji i hospitalizacji zmarły dwie kobiety, w tym 72-latka jeszcze tego samego dnia. Informację o śmierci drugiej ofiary prokuratura potwierdziła w środę, 13 sierpnia.
Za kierownicą Toyoty Proace City siedział 47-letni Mariusz J., zawodowy kierowca. Według wstępnych ustaleń, piesi mieli zielone światło, a auto wjechało na przejście „z nieznanych przyczyn”. Mariusz J. był trzeźwy, badania krwi nie wykazały też narkotyków ani innych substancji. Jak relacjonują śledczy, tuż przed pasami miał rozpocząć hamowanie, a po zderzeniu udzielał pomocy poszkodowanym i nie oddalił się z miejsca wypadku. Nie był wcześniej notowany nawet za wykroczenia drogowe.
W środę, 13 sierpnia, mężczyzna usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym (art. 177 §1–2 k.k.). Prokuratura zastosowała poręczenie majątkowe w wysokości 40 tys. zł, dozór policji i zakaz opuszczania kraju. Co istotne, nie skierowano wniosku o tymczasowy areszt; decyzję tę Gazeta.pl ustaliła w prokuraturze. Za zarzucany czyn grozi do 8 lat pozbawienia wolności.
Jak przekazała prokuratura, trzecia z potrąconych osób ma złamania kończyn i uraz kręgosłupa, czwarta opuściła już szpital po zaopatrzeniu urazów głowy. Policja i prokuratura zabezpieczyły monitoring, przesłuchują świadków i odtwarzają dokładny przebieg zdarzenia.
Śledczy sięgnęli po tzw. środki wolnościowe (poręczenie, dozór, zakaz wyjazdu), uznając je za wystarczające na tym etapie postępowania. Jak wynika z ustaleń dziennikarzy oraz informacji prokuratury, na decyzję mogły wpłynąć m.in. niekaralność podejrzanego, trzeźwość w chwili zdarzenia, pozostanie na miejscu i udzielanie pomocy, a także ustalony adres i praca. Podstawowa kwalifikacja – art. 177 k.k. – co do zasady przewiduje areszt tylko przy realnej obawie matactwa lub ucieczki, a nie jako automatyczną reakcję na tragiczny skutek.
Postępowanie ma wyjaśnić m.in. prędkość pojazdu, sposób obserwacji drogi przez kierowcę oraz sygnalizację w chwili wjazdu na przejście. Kluczowe będą nagrania monitoringu i opinia biegłych z zakresu rekonstrukcji wypadków. Do czasu prawomocnego wyroku Mariusz J. pozostaje niewinny w rozumieniu prawa.
red./wiadomości.gazeta.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze