Z pozoru zwykła trasa, w praktyce – lodowaty test cierpliwości. Ekspresowa S7 w ostatnich godzinach zamieniła się w biały labirynt: wypadki, śnieg, zablokowane pasy i kierowcy, którzy zamiast do domu, trafili w sam środek drogowego chaosu.
Mazowsze dostało zimowy cios w najgorszym możliwym momencie. Na kluczowych odcinkach dróg ekspresowych i krajowych ruch został poważnie ograniczony, a miejscami całkowicie zablokowany. Kierowcy relacjonowali wielokilometrowe korki, brak możliwości zjazdu i nerwowe próby zawracania.
Najpoważniejsze problemy odnotowano na trasie S7, gdzie doszło do kilku groźnych zdarzeń drogowych.
W rejonie Piaseczna i Lesznowoli zderzenie samochodów osobowych doprowadziło do czasowej blokady jezdni w kierunku Warszawy. Auta stały w miejscu, a korek szybko rozlał się na kolejne kilometry.
Trudna sytuacja była także na północ od stolicy. W okolicach Płońska i Czosnowa kolizje oraz unieruchomione ciężarówki spowodowały znaczne spowolnienie ruchu. Kierowcy informowali, że przejazd kilkunastu kilometrów zajmował nawet godzinę.
Nie lepiej było na innych mazowieckich trasach:
Droga krajowa nr 7 i 61 – lokalne blokady po kolizjach i pojazdach, które nie poradziły sobie na śliskiej nawierzchni.
Obwodnice mniejszych miast – momentami całkowicie zapchane przez auta próbujące ominąć S7.
Wjazdy do Warszawy – wyraźne spowolnienia, szczególnie w godzinach wieczornych.
Służby drogowe i policja apelowały o ostrożność, zmniejszenie prędkości i tworzenie korytarza życia. W praktyce jednak wielu kierowców było uwięzionych między barierkami, bez realnej możliwości ucieczki z korka. Dla części z nich podróż przez Mazowsze zamieniła się w kilkugodzinną walkę z zimą i własną cierpliwością.
Jedno jest pewne — tej nocy Mazowsze nie było regionem tranzytowym. Było regionem postoju.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze