Noc w Rijadzie była duszna i niespokojna. Nad stolicą Arabii Saudyjskiej zawyły syreny, a chwilę później dwa bezzałogowce spadły na teren amerykańskiej ambasady. Wybuchł niewielki pożar. Dym unosił się nad kompleksem budynków, który dotąd kojarzył się raczej z dyplomacją niż z linią frontu.
Saudyjskie ministerstwo obrony potwierdziło, że co najmniej dwa irańskie drony uderzyły w ambasadę USA w Rijadzie. Na razie nie ma informacji o ofiarach wśród personelu placówki. W Waszyngtonie jednak nikt nie mówi o „incydencie”.
Prezydent USA Donald Trump w rozmowie z NewsNation zapowiedział odwet. – Wkrótce okaże się, jaka będzie odpowiedź Stanów Zjednoczonych – stwierdził, odnosząc się nie tylko do ataku na ambasadę, ale też do śmierci amerykańskich żołnierzy.
Dowództwo Centralne USA poinformowało, że w trwającej operacji przeciwko Iranowi zginęło dotąd sześciu amerykańskich wojskowych, a co najmniej 18 zostało rannych. W Waszyngtonie to liczby, które natychmiast przekładają się na polityczną presję.
Atak na Rijad nie był odosobniony. Wcześniej CNN informowała, że ambasada USA w Kuwejcie została dwukrotnie trafiona podczas irańskiego bombardowania tego kraju. W obawie o bezpieczeństwo personelu ewakuowano również amerykańską placówkę w Jordanii.
Konflikt, który jeszcze kilka dni temu toczył się głównie w powietrzu nad Iranem i Izraelem, coraz wyraźniej rozlewa się na cały region Zatoki Perskiej. Iran od soboty atakuje cele w państwach regionu, a także w Jordanii i Izraelu. To odpowiedź na amerykańską operację „Epicka Furia” oraz izraelską „Ryczący Lew”.
Wiceprezydent J.D. Vance w wywiadzie dla Fox News próbował tonować nastroje. Podkreślił, że przyszłość irańskiego reżimu jest sprawą drugorzędną wobec nadrzędnego celu: uniemożliwienia Teheranowi zdobycia broni jądrowej. Zapewnił też, że obecna operacja nie zamieni się w wieloletnią wojnę na wzór Iraku czy Afganistanu.
– Prezydent nie pozwoli na konflikt bez jasno określonego celu – zaznaczył, wyraźnie odcinając się od doświadczeń poprzednich administracji.
Podobny przekaz płynie z Jerozolimy. Premier Benjamin Netanjahu przekonywał w Fox News, że wspólna operacja USA i Izraela będzie „szybka i zdecydowana”, a nie „wojną bez końca”. Według niego nie trzeba było namawiać Waszyngtonu do uderzenia na Iran.
W nocy z poniedziałku na wtorek izraelska armia poinformowała o atakach na kompleks budynków irańskiego nadawcy publicznego IRIB w Teheranie. Już wcześniej agencja Reutera donosiła, że instytucja ta znalazła się na liście celów amerykańsko-izraelskich nalotów.
Równolegle Izrael rozszerza działania na północ. Od poniedziałku prowadzi naloty na pozycje Hezbollah w Bejrucie i innych częściach Libanu. Izraelskie wojsko twierdzi, że zaatakowało ponad 70 celów – centra dowodzenia i magazyny broni. Wśród zabitych ma być dowódca skrzydła wojskowego Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu, Adham Adnan al-Otman.
Rząd Libanu podaje, że w izraelskich atakach zginęły 52 osoby, a 154 zostały ranne. Dla Bejrutu to kolejny rozdział w historii miasta, które zbyt dobrze zna dźwięk nadlatujących pocisków.
Wojna to nie tylko mapy sztabowe i oświadczenia polityków. To także tysiące ludzi, którzy utknęli w terminalach lotniskowych. Odwołano setki lotów w regionie. Pasażerowie czekają na wznowienie ruchu, śledząc komunikaty z niepokojem większym niż opóźnienia.
Według Associated Press około dwóch tysięcy obywateli Korei Południowej utknęło w Dubaju. W atakach odwetowych irańskie drony uderzały nie tylko w amerykańskie bazy, lecz także w infrastrukturę cywilną – lotniska, a nawet hotele.
Odłamki jednego z nich wywołały pożar przed pięciogwiazdkowym hotelem na Palm Jumeirah – sztucznej wyspie w kształcie palmy, symbolu dubajskiego rozmachu. Miejsce, które miało być pocztówką luksusu i spokoju, na chwilę stało się scenerią wojny.
Administracja USA podkreśla, że celem operacji jest zniszczenie irańskich rakiet, marynarki wojennej i infrastruktury bezpieczeństwa, by uniemożliwić Teheranowi zdobycie broni jądrowej. W praktyce jednak każda kolejna noc przynosi nowe uderzenia i rosnące ryzyko eskalacji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze