21 lipca 1905 roku, na stokach warszawskiej Cytadeli, Rosjanie wykonali wyrok śmierci na Stefanie Aleksandrze Okrzei – młodym robotniku i bojowcu PPS. Choć w II RP czczony jako symbol walki o niepodległość, w PRL-u zawłaszczony przez propagandę, dziś jego legenda znów wraca – wciąż niejednoznaczna.
Stefan Okrzeja miał zaledwie 19 lat, gdy zawisł na szubienicy za próbę zamachu bombowego na oberpolicmajstra warszawskiej policji. Dla jednych był desperatem, dla innych – pierwszym żołnierzem walki o niepodległość XX wieku. Współcześnie, 120 lat po jego śmierci, jego historia wciąż budzi emocje i pytania o granice między patriotyzmem, radykalizmem a manipulacją pamięcią.
Okrzeja urodził się 3 kwietnia 1886 r. w Dębem Wielkim. W wieku 18 lat wstąpił do nielegalnej Polskiej Partii Socjalistycznej. Był robotnikiem, samoukiem, uczestnikiem manifestacji na placu Grzybowskim – tej samej, w której udział brał ojciec przyszłego premiera Jana Olszewskiego.
Najważniejszym epizodem jego życia był nieudany zamach 26 marca 1905 r. na barona Karla Nolkena. Okrzeja rzucił bombę, został ranny i oszołomiony wybuchem. Chwilę później pomylił drogę ucieczki i został ujęty. Proces w Cytadeli był błyskawiczny. 23 czerwca zapadł wyrok śmierci, który wykonano 21 lipca – w tajemnicy, bez obecności rodziny.
W PRL-u Okrzeja stał się ikoną socjalizmu, choć z komunizmem nie miał nic wspólnego. Po 1989 roku jego nazwisko usuwano z przestrzeni publicznej – np. z ulic w Zgierzu i Gniewie. – To spuścizna propagandy, która fałszowała historię i bohaterów – tłumaczył historyk IPN dr Maciej Korkuć. – Okrzeja był patriotą, nie bolszewikiem.
Rodzina Stefana również zapisała się w historii – jego bracia ginęli na frontach kolejnych wojen, a najmłodszy – również Stefan – zginął jako lotnik we wrześniu 1939 r. Ich matka przeżyła wszystkich synów.
O miejscu pochówku pierwszego Stefana do dziś nic nie wiadomo. Zmarł w milczeniu, ale jego imię pozostaje w historii Warszawy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze