Decyzja Jacka Wiśnickiego, wiceprezydenta Warszawy odpowiedzialnego za sprawy społeczne, odbiła się szerokim echem w stołecznym ratuszu. Polityk ogłosił swoją rezygnację po głosowaniu, które – jak podkreślił – przekreśliło szansę na realne ograniczenie sprzedaży alkoholu w mieście.
– Po pierwsze nie chciałbym, żebyśmy to nazywali prohibicją. To jest tylko ograniczenie sprzedaży w punktach detalicznych. To nie jest prohibicja – mówił Wiśnicki. Podkreślał, że jego stanowisko wobec ograniczeń było jednoznacznie pozytywne i spójne z wcześniejszymi deklaracjami prezydenta Rafała Trzaskowskiego.
Tym większym rozczarowaniem było dla niego wycofanie się z tego kierunku. – Z żalem przyjąłem dziś, że to stanowisko zostało wycofane, zastąpione absolutnie fasadowym dokumentem, który nic nie znaczy – zaznaczył.
Dymisja Wiśnickiego nie jest tylko kwestią polityczną. To także głos sprzeciwu wobec, jak twierdzi, marginalizowania spraw społecznych w polityce miasta. – Jestem prezydentem odpowiedzialnym m.in. za zabezpieczanie ofiar przemocy pod wpływem alkoholu oraz skutki nadmiernego spożycia. We wrześniu obchodzimy miesiąc świadomości FASD i FAS – dramatycznych syndromów, które dotykają dzieci nienarodzone w wyniku spożycia alkoholu w ciąży. Dlatego ta decyzja jest dla mnie szczególnie trudna – mówił.
Wiśnicki zwrócił uwagę, że w mieście od dawna sprawy społeczne są „spychane na dalszy plan”. – Nie mogę dalej być twarzą polityki społecznej w mieście, skoro ta polityka w praktyce nie daje narzędzi, by realnie pomagać ludziom. Złożyłem rezygnację i poinformowałem o tym prezydenta Rafała Trzaskowskiego – podsumował.
Choć sama rezygnacja nie zmienia układu sił w stołecznym ratuszu, jej symbolika może okazać się istotna. Sprawa ograniczenia sprzedaży alkoholu od miesięcy budziła kontrowersje – zwolennicy podkreślali jej znaczenie dla bezpieczeństwa publicznego i ochrony zdrowia, przeciwnicy wskazywali na ingerencję w swobody mieszkańców i działalność gospodarczą.
Decyzja o odejściu Wiśnickiego pokazuje jednak, że dyskusja o alkoholu to nie tylko spór o godziny otwarcia sklepów, lecz także pytanie o to, czy w polityce miejskiej priorytetem są sprawy społeczne, czy raczej kompromisy polityczne i gospodarcze.
PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze