Watykan po raz kolejny zabrał głos w sprawie tytułów, jakimi wierni mogą określać Najświętszą Maryję Pannę. Najnowszy dokument Dykasterii Nauki Wiary, podpisany przez kardynała Víctora Manuela Fernándeza i zatwierdzony przez papieża Franciszka, nosi tytuł Mater Populi fidelis – Matka wiernego ludu. To nota doktrynalna, która ma – jak czytamy – „pogłębić właściwe podstawy kultu maryjnego”. Choć brzmi to niewinnie, w praktyce dokument wprowadza istotne ograniczenia. Odrzuca bowiem od dawna obecny w pobożności katolickiej tytuł Współodkupicielki oraz z rezerwą odnosi się do tytułu Pośredniczki wszystkich łask.
W nocie Dykasteria stwierdza, że Maryja może być nazywana Matką wiernych, Matką duchową czy Matką wiernego ludu, natomiast nie należy określać Jej mianem Współodkupicielki. W uzasadnieniu czytamy, że taki tytuł „grozi zaciemnieniem jedynego pośrednictwa Chrystusa”.
Trudno jednak nie zauważyć, że tytuł ten, choć teologicznie złożony, miał swoje miejsce w duchowej tradycji Kościoła. Posługiwał się nim wielokrotnie św. Jan Paweł II, a jego sens – jak przypominał – nie polegał na zrównaniu Maryi z Chrystusem, lecz na wskazaniu Jej wyjątkowego udziału w dziele zbawienia. Maryja współcierpiała z Synem, uczestnicząc duchowo w Jego ofierze. Czyż nie dlatego wielu świętych i papieży nazywało Ją właśnie Współodkupicielką – nie w sensie rywalizacji z Chrystusem, lecz w sensie miłosnego współudziału?
Dykasteria twierdzi, że taki język może prowadzić do nieporozumień. Można by jednak zapytać: czy nie każde wielkie misterium wiary wymaga subtelnego języka, który wymyka się prostym definicjom? Czy zadaniem Kościoła jest raczej ograniczać bogactwo tradycji i symboliki, czy raczej ją tłumaczyć, by nie zgasło to, co zrodziło się w sercach wiernych?
Trudno oprzeć się wrażeniu, że ostrość dokumentu nie wynika z samej troski o „czystość doktryny”, lecz raczej z motywów ekumenicznych. Od lat wiadomo, że tytuł Współodkupicielki budzi sprzeciw wśród protestantów, którzy widzą w nim – błędnie – zagrożenie dla wyjątkowej roli Chrystusa.
W tym świetle decyzja Stolicy Apostolskiej może być odczytana jako kolejny gest „otwarcia” na dialog ekumeniczny – niestety, kosztem bogactwa katolickiej mariologii. Historia ostatnich dziesięcioleci uczy jednak, że takie gesty rzadko przynoszą rzeczywiste owoce. Trudno bowiem nawracać świat poprzez rezygnację z tego, co w katolicyzmie najpiękniejsze i najbardziej własne.
Podobny los spotkał określenie Pośredniczka wszystkich łask. Dokument przyznaje, że Maryja „wstawia się za nami” i „uczestniczy w porządku łaski”, ale zastrzega, że nie należy mówić o Niej jako o tej, przez którą „wszystkie łaski” przechodzą. W praktyce oznacza to powrót do ostrożnego, niemal minimalistycznego języka teologicznego – języka, który trudno pogodzić z bogactwem tradycyjnej duchowości katolickiej, od św. Bernarda po św. Ludwika Marię Grignion de Montfort.
Czy nie właśnie w tym duchu – w duchu wdzięczności i miłości do Tej, która wszystko odnosi do Chrystusa – rozwinął się przez wieki ludowy kult maryjny? Czy naprawdę grozi on „zaciemnieniem” Chrystusa, skoro zawsze prowadził do Niego, do Jego krzyża i ofiary?
Warto podkreślić, że Mater Populi fidelis nie odrzuca całkowicie pobożności maryjnej. Wręcz przeciwnie – mówi o Maryi jako Matce, o Jej czułości, orędownictwie, o Jej bliskości wobec cierpiących i grzeszników. To piękne i prawdziwe słowa. Ale czyż nie jest tak, że prawdziwa Matka nie tylko przytula, lecz także współcierpi?
To właśnie ta współcierpiąca miłość Maryi – stojącej pod krzyżem, ofiarującej Syna i siebie – sprawia, że wierni od wieków nazywają Ją Współodkupicielką. Nie z teologicznej pychy, lecz z duchowego doświadczenia. W tym sensie odrzucenie tego tytułu wydaje się nie tyle „korekcyjne”, ile raczej zubażające.
Kardynał Fernández kończy swój dokument cytatem z Ewangelii: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Słowa te rzeczywiście ukazują Maryję w Jej najczystszej roli – przewodniczki ku Chrystusowi. Ale czyż właśnie w tym nie zawiera się głęboki sens Współodkupienia – współpracy człowieka, a zwłaszcza Maryi, z Bożym planem zbawienia?
Niektórzy wierni mogą więc odebrać nową notę nie jako zaproszenie do pogłębienia pobożności, lecz jako próbę narzucenia języka pozbawionego emocji i duchowej głębi. Ostatecznie jednak – jak uczy historia Kościoła – sensus fidei wiernych bywa często mądrzejszy niż urzędowe dokumenty.
To właśnie ten sens wiary podpowiada, że Maryja pozostaje Matką wszystkich wierzących, Pośredniczką łask i – choćby w sercach prostych wiernych – Współodkupicielką naszego zbawieni
Źródła: PAP, PCh24
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze