To, co wydarzyło się na czwartkowej Radzie Warszawy, politycy KO nazywają wprost „katastrofą wizerunkową”. I trudno się dziwić. W ciągu kilku godzin stolica zobaczyła obraz ratusza skłóconego, bezradnego i niespójnego.
Prezydent Rafał Trzaskowski – nieobecny, bo w delegacji w Budapeszcie. Jego projekt uchwały – wycofany w ostatniej chwili. Radni – podzieleni, a najgłośniej przeciwko własnemu prezydentowi wystąpił lider warszawskiej Platformy, minister Marcin Kierwiński. Do tego argumenty przywołujące Jaruzelskiego czy… Ku Klux Klan, które zdominowały dyskusję i sprawiły, że temat bezpieczeństwa i porządku w mieście przestał być poważnie traktowany.
Efekt? Rezygnacja wiceprezydenta Jacka Wiśnickiego, który nie chciał „być twarzą takich scen”. Politycy opozycji punktowali Trzaskowskiego, mówiąc wprost: „Prezydent nie ma poparcia we własnym zapleczu i został upokorzony publicznie”. A mieszkańcy? Dostali sygnał, że w tak ważnej sprawie jak nocna sprzedaż alkoholu ratusz potrafi jedynie się pokłócić.
Dla Koalicji Obywatelskiej to wizerunkowy cios. Zamiast przedstawić spójne rozwiązanie, ugrupowanie pokazało chaos i brak przywództwa. Politycy KO sami przyznają: „Po tej sesji tylko stracimy”. Stracili już – zaufanie mieszkańców, którzy w 80 proc. poparli ograniczenia w konsultacjach społecznych.
Na tym tle inicjatywy opozycji – wniosek o referendum, ostre komentarze Lewicy i PiS – wybrzmiały jak głos rozsądku wobec skłóconej koalicji. Warszawa, zamiast realnego programu bezpieczeństwa, dostała widowisko, które pokazuje, że ratusz nie potrafi mówić jednym głosem.
Katastrofa wizerunkowa? Tak – bo po tej sesji nie mówi się o tym, jak walczyć z problemem, ale o tym, kto kogo upokorzył i kto komu podłożył nogę.
Źródło: gazeta.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze