Reklama

„Umierają na boisku”. Mocne słowa Marciniaka obiegły świat

Jeszcze zanim na dobre ruszy mundial w USA, Kanadzie i Meksyku, Szymon Marciniak wie jedno: futbol czekają zmiany, które mogą wywrócić sposób prowadzenia meczów do góry nogami. Polski arbiter, uznawany dziś za jednego z najlepszych sędziów świata, przekonuje, że nowe przepisy mają jeden cel — przyspieszyć grę i ograniczyć teatralność, która od lat irytuje kibiców.

Choć przed nim kolejne mistrzostwa świata i intensywne przygotowania w amerykańskim Miami, na razie jego uwaga pozostaje skupiona na ekstraklasie. A ta — jak sam mówi — jest dziś bardziej nieprzewidywalna niż niejeden europejski topowy sezon.

Koniec „umierania” na boisku?

Marciniak nie ukrywa, że FIFA i sędziowskie środowisko coraz mocniej chcą walczyć z przeciąganiem gry. Zmiany mają być odczuwalne niemal od pierwszego gwizdka.

Jedną z najważniejszych nowości będzie ograniczenie czasu na wznowienie gry z autu do ośmiu sekund. Tyle samo czasu otrzyma bramkarz po złapaniu piłki. W teorii brzmi niewinnie, ale w praktyce może całkowicie zmienić końcówki spotkań, szczególnie tych najbardziej nerwowych.

Reklama

Jeszcze większe emocje budzi jednak pomysł czasowego wykluczania zawodników symulujących kontuzje. Piłkarz, który będzie próbował oszukać arbitra, może na minutę opuścić boisko. W praktyce oznacza to grę w osłabieniu.

— Najwięcej „kontuzji” pojawia się zwykle pod koniec meczu, gdy ktoś prowadzi 1:0. Teraz drużyny dwa razy się zastanowią, czy warto ryzykować — tłumaczy Marciniak.

Sędzia z Płocka nie ma też złudzeń wobec zachowań piłkarzy.

— Zawodnicy często próbują wymusić decyzję. Leżą na murawie, zwijają się z bólu, a chwilę później wstają, jakby nic się nie stało. Arbiter jest w tym wszystkim między młotem a kowadłem — mówi.

Reklama

VAR dostanie większą władzę

Zdaniem Marciniaka prawdziwą rewolucją nie będą jednak sekundy odmierzane przy aucie czy bramkarzu, ale rozszerzenie możliwości korzystania z VAR-u.

Dotąd technologia nie mogła ingerować przy drugiej żółtej kartce, nawet jeśli telewizyjne powtórki jasno pokazywały błąd arbitra. To właśnie ten przepis od lat wywoływał największe frustracje.

— Widzowie przed telewizorami widzieli pomyłkę, eksperci widzieli pomyłkę, ale sędzia nie mógł już nic zrobić, bo blokował go protokół — podkreśla.

Teraz ma się to zmienić. Arbiter będzie mógł podejść do monitora i zweryfikować sytuację także przy drugim napomnieniu, które kończy się wyrzuceniem zawodnika z boiska.

Reklama

Dla Marciniaka to krok w stronę bardziej sprawiedliwego futbolu, ale też ogromna odpowiedzialność dla samych sędziów. Dlatego przed mundialem czeka ich intensywne, 11-dniowe zgrupowanie w Miami.

Kilka godzin dziennie na boisku przy ponad 35-stopniowym upale, później wielogodzinne analizy w salach szkoleniowych. Wszystko po to, by arbitrzy z różnych kontynentów interpretowali przepisy w identyczny sposób.

— To ciężka robota, ale sami ją wybraliśmy — mówi z uśmiechem.

„Ekstraklasa jest kompletnie szalona”

Choć świat patrzy dziś na Marciniaka głównie przez pryzmat mundialu i finałów największych rozgrywek, on sam podkreśla, że obecnie żyje przede wszystkim polską ligą.

Reklama

I trudno się dziwić. Według niego ekstraklasa jeszcze nigdy nie była tak nieprzewidywalna.

— Drużyna jednego tygodnia ogląda się za siebie i boi spadku, a chwilę później traci kilka punktów do pucharów. Co kolejkę wszystko się zmienia — ocenia.

To właśnie dlatego nie pozwala sobie jeszcze myśleć o mistrzostwach świata. Jak podkreśla, końcówka sezonu to dla sędziego moment szczególnie delikatny — jedna błędna decyzja może mieć wpływ na walkę o mistrzostwo, utrzymanie czy europejskie puchary.

Marciniak od lat funkcjonuje jednak pod ogromną presją. Sędziował finał mundialu w Katarze, finał Ligi Mistrzów i największe europejskie turnieje. Dziś stał się rozpoznawalny niemal jak piłkarze.

Reklama

Sam przyznaje, że nigdy się tego nie spodziewał.

Bo jego pierwszym marzeniem wcale nie było sędziowanie.

Chciał grać w piłkę.

Życie napisało jednak inny scenariusz.

Dziś podczas młodzieżowych turniejów dzieci ustawiają się do niego po zdjęcia i „piątki”, a on stara się pokazywać im, że futbol nie kończy się wyłącznie na byciu zawodnikiem.

Zwłaszcza że sam dobrze wie, jak szybko sport potrafi odebrać marzenia. W 2020 roku problemy z sercem wykluczyły go z mistrzostw Europy. Przez pół roku nie sędziował i — jak przyznaje — był wściekły na cały świat.

Reklama

Dwa lata później prowadził już finał mundialu Argentyna — Francja.

Dlatego dziś młodym ludziom powtarza jedno: nawet jeśli los zamknie jedne drzwi, bardzo często otwiera kolejne.

Źródło: PAP, Zdj. PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości