Reklama

Tłumy bawiły się do rana, dziś trwa ratowanie trawnika przed pałacem

Trawnik przed Pałacem w Wilanowie zamienił się w plac rekultywacji. Kilka dni po głośnej imprezie techno Circoloco pracownicy muzeum rozpoczęli prace naprawcze na reprezentacyjnym dziedzińcu. Zdjęcia glebogryzarki pracującej tuż przed historyczną fasadą szybko obiegły media społecznościowe i stały się symbolem sporu, który od weekendu rozgrzewa Warszawę bardziej niż sama impreza.

Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie przekonuje, że wszystko odbywa się zgodnie z procedurami, a koszty odnowienia zieleni pokryje organizator wydarzenia. Dla wielu mieszkańców i miejskich aktywistów to jednak za mało. Ich zdaniem problem nie dotyczy już wyłącznie zniszczonej trawy, ale granic komercjalizacji zabytkowej przestrzeni.

Trawnik, którego na co dzień nie wolno dotknąć

W środowym komunikacie muzeum poinformowało, że prowadzone prace mają charakter standardowej rekultywacji po zimie, suszy i weekendowym wydarzeniu muzycznym. Instytucja opublikowała także decyzję Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków z 13 marca, dotyczącą organizacji imprezy Circoloco.

Reklama

Według muzeum dokument jasno wskazuje, że trawniki przed pałacem nie są objęte ochroną jako substancja zabytkowa. Podkreślono również, że dziedziniec od wieków pełni funkcję reprezentacyjną i służy organizacji wydarzeń kulturalnych.

To właśnie ten argument wywołał największe zdziwienie mieszkańców. Wielu warszawiaków zwraca uwagę, że na co dzień ochrona reaguje natychmiast nawet na próbę wejścia na trawę. Do pałacowych ogrodów nie można wejść z rowerem czy hulajnogą, nawet prowadzonymi obok siebie. Tymczasem podczas imprezy do historycznej przestrzeni wjechał ciężki sprzęt techniczny, a uczestnicy bawili się tam do późnych godzin nocnych.

Reklama

Muzeum zapewnia jednak, że wszystkie działania odbywały się pod nadzorem odpowiednich instytucji, zgodnie z wydanymi zgodami konserwatorskimi. Koszt naprawy zieleni ma ponieść producent wydarzenia — firma Awake Events.

Burza wokół dyrektora i zarzuty konfliktu interesów

Sprawa szybko przestała dotyczyć wyłącznie stanu trawnika. Do dyskusji włączyło się stowarzyszenie Miasto Jest Nasze, które domaga się odwołania wieloletniego dyrektora muzeum Pawła Jaskanisa.

Aktywiści wskazują, że Jaskanis do niedawna zasiadał w radzie konsultacyjnej OmenaArt Foundation — fundacji będącej partnerem społecznym i mecenasem wydarzenia. Zdaniem MJN taka sytuacja rodzi poważne wątpliwości dotyczące bezstronności przy wydawaniu zgody na organizację imprezy.

Reklama

Dyrektor muzeum odpiera zarzuty. Tłumaczy, że współpraca z fundacją trwa od kilku lat i dotyczy organizowanych w Oranżerii wystaw sztuki współczesnej. Jak podkreśla, jego udział miał charakter wyłącznie konsultacyjny i nie wpłynął na decyzję dotyczącą wydarzenia.

Do sprawy odniósł się również Rzecznik Praw Obywatelskich, który wszczął interwencję po licznych skargach mieszkańców i medialnej burzy wokół imprezy.

W tle pojawił się też szerszy postulat dotyczący samego funkcjonowania wilanowskich ogrodów. Aktywiści chcą większego otwarcia tej przestrzeni dla mieszkańców Warszawy, w tym szerszego i bardziej dostępnego darmowego wstępu.

Reklama

Konserwator i RDOŚ: były naruszenia

Choć muzeum przekonuje, że po wydarzeniu nie stwierdzono uszkodzeń zabytkowej substancji pałacu ani historycznego otoczenia, wojewódzki konserwator zabytków przyznał, że część działań była niezgodna z zatwierdzonym programem.

Wśród zastrzeżeń wymieniono użycie ciężkiego sprzętu podczas montażu konstrukcji, wykorzystanie pirotechniki oraz ustawienie dźwigu. To właśnie te elementy wzbudziły największe obawy dotyczące bezpieczeństwa zabytkowego kompleksu i otaczającej go przyrody.

Kontrowersje wywołał również fakt, że o organizacji wydarzenia nie została poinformowana Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Warszawie, mimo że impreza odbywała się w bezpośrednim sąsiedztwie rezerwatu Morysin.

Reklama

RDOŚ przypomniała organizatorom o obowiązującym okresie lęgowym ptaków oraz zakazie ich płoszenia. Jak poinformowała instytucja, nie wpłynął żaden wniosek o zgodę na odstępstwo od przepisów ochrony przyrody. W związku z tym sprawa została zgłoszona policji.

Dziś spór o jedną noc muzyki elektronicznej stał się debatą o tym, gdzie kończy się promocja kultury i nowoczesnych wydarzeń, a zaczyna ryzyko utraty charakteru miejsc, które przez lata traktowano niemal jak dobro nietykalne.

Źródło: tvn24.pl Zdj.: tvn24.pl (zrzut ekranu) Aktualizacja: 14/05/2026 08:58
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości