Na warszawskim Nowym Targówku od lat trwa spór o parkowanie. Samochody regularnie zajmują przejścia dla pieszych i chodniki, co szczególnie uderza w rodziców z wózkami oraz osoby z niepełnosprawnościami. Źródłem kłopotów są rozwiązania prawne, z których skorzystał inwestor — opisuje to „Gazeta Wyborcza”.
Plan miejscowy z 2012 roku dopuszczał w tym rejonie wyłącznie funkcje usługowe: biura, gastronomię czy hotele. Deweloper Atal postawił więc dwa budynki jako aparthotele, a lokale sprzedawał w praktyce jak mikroapartamenty. Ponieważ na papierze obiekty nie były osiedlem mieszkaniowym, nie obowiązywały ich standardy parkingowe właściwe dla bloków. Rezultat? Na 157 lokali przewidziano zaledwie 90 miejsc postojowych. W materiałach reklamowych akcentowano bliskość metra i stojaki rowerowe, ale realne potrzeby parkingowe przerzucono na otoczenie.
Braki w infrastrukturze szybko przełożyły się na codzienność mieszkańców: auta lądują na trawnikach, przy zebrze i wprost na chodnikach, zmuszając pieszych do poruszania się jezdnią. Zgłoszenia do policji i straży miejskiej przyniosły dotąd niewiele — wystawiono jeden mandat, a inne sprawy wciąż się ciągną.
Kontrowersje potęguje lokalizacja zabudowy w tzw. klinie napowietrzającym, który miał zapewniać dopływ świeżego powietrza do centrum. Zamiast planowanego parku powstały bloki, a niepełna, niedostosowana do natężenia ruchu infrastruktura tylko utrwala problem.
Źródło: noizz.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze