Przebudził się gwałtownie, bowiem po nogach przebiegały mu całe tabuny mrówek i ból stał się nie do zniesienia...
Gdy spojrzał na swoje kończyny dolne przekonał się, że nie ma tam żadnych owadów, a z objęć Morfeusza wyrwało go nieprzyjemne uczucie zdrętwienia podudzi. Tak, siedzenia w Honkerze dalekie były od komfortowych, a spanie w nich wymagało umiejętności indyjskiego fakira skompilowanych z giętkością ciała Nadii Comăneci. Ponadto, odzienie składające się z przepoconego munduru, kamizelki przeciwodłamkowej oraz szelek taktycznych, w których rozmieszczono magazynki z amunicją, nóż szturmowy, latarkę i wiele innych niezbędnych rzeczy, potęgowało niewygody, jakie musiał znosić w ciasnym wnętrzu pojazdu osobowo-terenowego. Rozejrzał się uważnie wokół i z zadowoleniem stwierdził, że – co prawda – niemalże wszyscy żołnierze dowodzonego przez niego patrolu śpią snem sprawiedliwych, do tego głośno pochrapując, ale dwaj celowniczowie karabinów maszynowych czuwają i bacznie obserwują otaczające ich zabudowania. Była połowa czerwca 2004 roku, więc minęło już ponad dwa tygodnie od zakończenia walk z powstańcami Muktady as-Sadra i wydawało się, że sytuacja w Karbali wróciła do normy. Jednak, dla spadochroniarzy Polskiego Kontyngentu Wojskowego z Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe, wchodzącej w skład Międzynarodowych Sił Stabilizacyjnych w Republice Iraku powrotu do stanu sprzed pierwszych dni kwietnia, czyli do początku starć z milicjantami szyickiego duchownego, już nie było. Oni wiedzieli, że żadnego pokoju nigdy nie będzie i byli gotowi do walki w każdym miejscu i czasie.