To miały być zwykłe początki urlopu — odprawa, walizki, ostatnie spojrzenie na tablicę odlotów. Zamiast wakacyjnych zdjęć z Bułgarii i Tunezji były jednak interwencje Straży Granicznej, kontrole pirotechników i decyzja o niedopuszczeniu do lotu. Wszystko przez kilka słów, które na lotnisku nigdy nie są traktowane jako niewinny żart.
Na warszawskim lotnisku funkcjonariusze Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej dwukrotnie musieli reagować po tym, jak pasażerowie podczas odprawy wspomnieli o bombach znajdujących się rzekomo w ich bagażach. Choć obie osoby później tłumaczyły, że chciały jedynie zażartować, procedury bezpieczeństwa zostały natychmiast uruchomione.
Do pierwszego incydentu doszło podczas odprawy 39-letniego mężczyzny lecącego na wakacje do Bułgarii. W trakcie rozmowy z obsługą miał powiedzieć, że w bagażu znajduje się bomba. W drugim przypadku 73-letnia kobieta podróżująca do Tunezji poinformowała personel naziemny o „dwóch bombach” w swojej walizce.
Jak przekazała rzeczniczka prasowa Komendanta Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej mjr SG Dagmara Bielec, oboje pasażerowie po interwencji tłumaczyli, że ich słowa nie były groźbą, a jedynie nieprzemyślanym żartem.
Na lotnisku takie deklaracje uruchamiają jednak jasno określone procedury bezpieczeństwa — niezależnie od intencji osoby, która je wypowiada.
Po zgłoszeniach podróżni zostali odizolowani od pozostałych pasażerów, a ich bagaże trafiły do szczegółowej kontroli prowadzonej przez pirotechników Straży Granicznej.
Funkcjonariusze nie znaleźli żadnych niebezpiecznych materiałów ani przedmiotów mogących stanowić zagrożenie. Mimo to interwencje wymagały zaangażowania służb i wstrzymały standardowe procedury bezpieczeństwa.
Straż Graniczna regularnie przypomina, że nawet pozornie niewinne komentarze dotyczące bomb, broni czy materiałów wybuchowych są na lotniskach traktowane z pełną powagą. W praktyce oznacza to natychmiastową reakcję służb i konieczność przeprowadzenia dodatkowych kontroli.
Konsekwencje dla podróżnych okazały się dotkliwe. Oboje zostali ukarani mandatami karnymi, ale to nie był koniec problemów. Linie lotnicze zdecydowały również o niedopuszczeniu pasażerów do zaplanowanych rejsów.
W efekcie wakacyjne wyjazdy zakończyły się jeszcze przed wejściem na pokład samolotu.
Służby lotniskowe od lat apelują, by podczas odprawy unikać wszelkich komentarzy dotyczących materiałów wybuchowych czy zagrożeń bezpieczeństwa. Nawet wypowiedziane w żartobliwym tonie mogą skończyć się nie tylko interwencją funkcjonariuszy, ale także utratą lotu i dodatkowymi kosztami podróży.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze