85 lat temu, 23 października 1940 roku, w brazylijskim miasteczku o poetyckiej nazwie Três Corações („Trzy Serca”) przyszedł na świat Edson Arantes do Nascimento, znany całemu światu jako Pele. „Król futbolu” – tak nazywali go kibice i eksperci, a wielu do dziś uważa go za najlepszego piłkarza w historii.
Od najmłodszych lat jego życie kręciło się wokół piłki. Ojciec, były napastnik, musiał zakończyć karierę z powodu kontuzji. Mały Edson, chcąc zarobić na swój pierwszy strój piłkarski, pracował jako pucybut na ulicach Bauru. Tam wypatrzył go Waldemar de Brito, były zawodnik Santosu i uczestnik MŚ 1934. Dzięki niemu Pele trafił do juniorskiej drużyny Bauru Athletic Club, zwanej pieszczotliwie Baquinho.
Mając 10 lat, Edson był świadkiem dramatycznej porażki Brazylii z Urugwajem w finale MŚ 1950. Widząc łzy ojca, obiecał mu, że kiedyś „pomści tę hańbę” i zdobędzie dla kraju Puchar Świata. Obietnicy dotrzymał.
W wieku 15 lat zadebiutował w Santos FC, któremu pozostał wierny aż do 1974 roku. Już dwa lata później zadebiutował w reprezentacji, a w wieku 17 lat został najmłodszym mistrzem świata w historii. Na mundialu w 1958 roku w Szwecji zachwycił cały świat: w ćwierćfinale z Walią zdobył decydującego gola, w półfinale z Francją ustrzelił hat-tricka, a w finale ze Szwecją dorzucił dwa trafienia. Po końcowym gwizdku płakał w ramionach bramkarza Gilmara – ze szczęścia i niedowierzania.
Nie zawsze jednak było tak radośnie. W 1962 roku kontuzja wyeliminowała go po dwóch meczach, a w 1966 w Anglii brutalne faule rywali sprawiły, że Brazylia odpadła już w fazie grupowej. Pele był znoszony z boiska na noszach, a świat oglądał łzy cierpienia „króla futbolu”.
Zrehabilitował się w Meksyku w 1970 roku, gdzie poprowadził Brazylię do trzeciego triumfu w mistrzostwach świata. W finale z Włochami (4:1) otworzył wynik meczu, a po spotkaniu koledzy nieśli go na ramionach. W reprezentacji rozegrał 91 meczów i zdobył 77 goli, z czego 12 w turniejach MŚ.
W 1975 roku Pele rozpoczął nowy rozdział – został zawodnikiem New York Cosmos. Wraz z innymi gwiazdami, jak Franz Beckenbauer czy Bobby Moore, przyczynił się do popularyzacji piłki nożnej w USA. W 1977 roku rozegrał pożegnalny mecz, symbolicznie kończąc karierę w barwach ukochanego Santosu.
Łącznie, według jego autobiografii, strzelił 1283 gole w 1367 meczach (inne źródła podają 1284 w 1356 występach).
Piłka dała mu nie tylko sławę, ale i fortunę. Z powodzeniem inwestował, projektował własne buty – model „King” z kangurzej skóry – i wystąpił w filmie Johna Hustona „Ucieczka do zwycięstwa” obok Bobby’ego Moore’a i Kazimierza Deyny. W latach 1995–1998 był ministrem sportu Brazylii.
W ankiecie „L’Équipe” uznano go za najlepszego sportowca XX wieku, a magazyn World Soccer przyznał mu tytuł piłkarza stulecia.
Choć jego syn Edinho próbował kariery piłkarskiej, nie dorównał ojcu. Problemy z prawem i narkotykami przysporzyły Pelemu wielu zmartwień, lecz nie naruszyły jego legendy.
W rodzinnych Santosie powstało Museu Pelé, upamiętniające jego życie i karierę. W 2016 roku, w wieku 75 lat, Pele po raz trzeci się ożenił – z 25 lat młodszą Marcią Cibele Aoki, którą nazywał „ostatnią wielką miłością”.
Ostatnie lata spędził zmagając się z problemami zdrowotnymi – infekcjami, kłopotami z biodrem i depresją. Wciąż jednak pozostawał aktywny w mediach społecznościowych, dzieląc się motywującymi wpisami i poczuciem humoru. Po mundialu w 2018 roku napisał do Kyliana Mbappé: „Jeśli tak dalej pójdzie, będę musiał odkurzyć buty” – nawiązując do tego, że Francuz był drugim najmłodszym strzelcem gola w finale MŚ, po nim samym.
Pele zmarł 29 grudnia 2022 roku, mając 82 lata. Odszedł niecałe dwa lata po Diego Maradonie – być może jedynym, z którym mógł być porównywany. Dziś jego legenda trwa, a imię Pele pozostaje synonimem futbolowej doskonałości.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze