Niedawno odbył się koncert z udziałem Rogera Watersa, znanego ze swojej przynależności do kultowego zespołu Pink Floyd, który zagrał na tę okazję w ramach premiery albumu "Dark Side of The Moon Redux". Muzyk słynie ze swoich ekscentrycznych zachowań, i tym razem również "nie zawiódł" swojej reputacji. Zamiast doznawać muzycznych uniesień, fani masowo opuszczali koncert.
Były basista Pink Floyd zaskakuje kontrowersyjnymi stanowiskami. W ubiegłym roku publicznie stwierdził, że "NATO sprowokowało Rosję do inwazji na Ukrainę". W wywiadzie udzielonym dla "Berliner Zeitung" rozważał, kto z dwóch, czyli Biden czy Putin, może być większym "zbrodniarzem wojennym". Artysta wyraził także swoje zdanie na temat Polski, określając rząd tego kraju jako "oprawców".