Reklama

Nocny patrol dzików: spacer może skończyć się tragedią

Noc. Katowickie osiedle. Między blokami krąży mężczyzna z bronią — łowczy wezwany, by zlikwidować dziki. Mieszkańcy nagrywają scenę szeptem zza firanek. Boją się nie bez powodu: gdy w pobliżu domów pojawiają się dzikie zwierzęta i padają strzały, zagrożone jest zdrowie i życie ludzi. A dzików jest po prostu za dużo.

Tak dziś wygląda codzienność wielu polskich osiedli: z jednej strony nieprzewidywalne, silne zwierzęta, z drugiej interwencje z bronią w gęstej zabudowie. Strach jest realny i uzasadniony, bo liczba dzików rośnie szybciej niż pomysły na skuteczne i przede wszystkim bezpieczne rozwiązania. Dzik nie jest maskotką ani symbolem „bliskości natury”. To masywne, szybkie zwierzę z potężnymi kłami, które w ciasnych przestrzeniach między blokami, na placach zabaw czy parkingach potrafi stać się śmiertelnie niebezpieczne. Wystarczy chwila, by spłoszone stado przebiegło przez podwórko jak taran, a locha broniąca młodych potrafi zaatakować bez ostrzeżenia. Do tego dochodzą kolizje na drogach, zryte trawniki i wysypiska przy śmietnikach, które zwabiają kolejne osobniki. Osiedla nie są i nigdy nie były miejscem dla dzików — to przestrzeń dla ludzi, dzieci i seniorów, którzy mają prawo czuć się bezpiecznie, wracać wieczorem do domu i wyjść z psem bez lęku.

Mieszkańcy coraz częściej przyznają, że nie wiedzą, jak się zachować. Kartka na klatce z mglistą informacją o planowanym odstrzale, bez dat i mapy zagrożeń, nie jest planem ochrony. Gdy w nocy padają strzały, nikt nie ma pewności, czy zza żywopłotu nie wybiegnie dziecko, biegacz albo sąsiad z psem. Prawo nieprzypadkowo zabrania strzelania zbyt blisko zabudowań — w gęstej tkance osiedli utrzymanie bezpiecznego dystansu bywa nierealne, a ryzyko pomyłki czy rykoszetu rośnie wraz z każdym oddanym strzałem. Nie można godzić się na życie między dwoma lękami: przed watahą pod oknem i przed bronią w rękach myśliwego pod tym samym oknem.

Reklama

Plaga narasta, bo sprzyjają jej łagodniejsze zimy, łatwy dostęp do jedzenia i nasze własne nawyki. Rozrzucone resztki, otwarte kubły, celowe dokarmianie i brak konsekwencji w egzekwowaniu porządku sprawiają, że zwierzęta szybko uczą się kojarzyć człowieka z pokarmem i przestają uciekać. Wtedy przestają być „gośćmi” z lasu, a stają się stałym elementem podwórek, wchodząc w konflikt z ruchem samochodowym i codziennym życiem osiedli. Jednocześnie ograniczenia związane z ASF zawężają wachlarz narzędzi — wywóz złapanych dzików w wiele miejsc jest niemożliwy — co pcha samorządy w stronę najostrzejszych działań, często prowadzonych ad hoc, bez spójnego planu.

Tymczasem właśnie plan jest dziś najważniejszy. Miasta muszą traktować bezpieczeństwo mieszkańców jako absolutny priorytet, a nie przedłużenie sezonu „akcji interwencyjnych”. Potrzebna jest konsekwencja i przewidywalność: uszczelnienie śmietników odpornych na zwierzęta, realne kary za dokarmianie, stała obecność patroli w punktach, gdzie dziki wracają najczęściej, oraz szybkie reagowanie na osobniki agresywne i oswojone, jeśli zagrażają ludziom. Decyzje o użyciu broni powinny zapadać wyłącznie tam, gdzie da się zapewnić warunki bezpieczeństwa i pełną informację dla mieszkańców; jeśli nie da się spełnić tych warunków, strzelanie między blokami nie może się odbywać. Równolegle trzeba mapować trasy wchodzenia zwierząt do miasta, blokować „korytarze wejścia”, a szkołom, wspólnotom i ochronie osiedli dać proste, jednolite instrukcje postępowania: jak reagować, kogo wzywać, jak zabezpieczać odpady i miejsca newralgiczne. Mieszkańcy także mają swoją rolę — nie zbliżać się do zwierząt, nie fotografować ich z bliska, nie prowokować i natychmiast zgłaszać obecność watah w pobliżu szkół, placów zabaw i przystanków, podając dokładne lokalizacje.

Reklama

Puenta jest prosta i powinna wybrzmieć jasno: osiedla są dla ludzi. Dziś dzików jest za dużo i są zbyt blisko. Strach mieszkańców jest słuszny i nie można go deprecjonować. Zamiast półśrodków i improwizacji potrzebujemy wreszcie spójnej, twardej polityki, która ograniczy obecność dzików w terenach zamieszkałych i przywróci poczucie bezpieczeństwa, zanim kolejny „nocny patrol” skończy się tragedią.

 

Źródło: gazeta.pl

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości