Reklama

Mieli wiedzieć od lat. Jest kolejny szpital w aferze neurochirurgów

Zapowiadany przez Ministerstwo Zdrowia koniec patologii związanych z działalnością prywatnych spółek w publicznych szpitalach miał być początkiem głębokich zmian w systemie. Jednak najnowsze ustalenia dziennikarza Wirtualnej Polski Michała Janczury pokazują, że między politycznymi deklaracjami a rzeczywistością wciąż istnieje ogromna przepaść.

Jak ujawnia reporter, lista placówek współpracujących ze spółką neurochirurgów Spine jest dłuższa, niż dotąd oficjalnie przyznawano. Co więcej, Narodowy Fundusz Zdrowia miał wiedzę o podobnych nieprawidłowościach już wcześniej, a mimo to ten sam model działania funkcjonował w kolejnych szpitalach.

Głośne zapowiedzi ministerstwa kontra brak odpowiedzi na najważniejsze pytania

Podczas czwartkowej konferencji minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zapowiedziała zdecydowaną walkę z mechanizmami, które przez lata pozwalały wyprowadzać publiczne pieniądze z systemu ochrony zdrowia.

Reklama

– Koniec spółek, spółeczek, spółdzielni, dojenia publicznej kasy systemu ochrony zdrowia. Koniec z chorymi wycenami niektórych świadczeń, koniec z zarobkami rzędu 26 tysięcy złotych za godzinę – zapowiedziała.

Dla Michała Janczury same deklaracje to jednak za mało.

– Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę, i wszystkim zalecam umiarkowaną wstrzemięźliwość, bo projektów ustaw myśmy dzisiaj nie zobaczyli – komentuje.

Jeszcze większym problemem jest jednak to, że podczas konferencji nie padły odpowiedzi na pytania dotyczące rozliczenia tzw. afery kręgosłupowej, którą od tygodni opisuje Wirtualna Polska.

Reklama

– Od momentu, kiedy kilka tygodni temu zacząłem zajmować się tematem spółki Spine, pytałem wszystkich świętych o to, gdzie jeszcze ta spółka neurochirurgów była, gdzie uprawiała proceder taki jak w Mogilnie i Miastku. Okazuje się, że w Narodowym Funduszu Zdrowia nie da się tego sprawdzić! – mówi dziennikarz.

Jak wyjaśnia, pełne możliwości weryfikacji faktur posiada Ministerstwo Zdrowia dzięki uprawnieniom Krajowej Administracji Skarbowej. Według jego informacji resort był jednak skoncentrowany na przygotowaniu zapowiadanych zmian po ultimatum ze strony premiera.

Reklama

Własne śledztwo zamiast odpowiedzi z instytucji. Na liście pojawił się kolejny szpital

Brak konkretnych danych ze strony państwowych instytucji skłonił dziennikarza do samodzielnego sprawdzenia działalności spółki.

Efekt? Kolejne ustalenia przeczą oficjalnym informacjom przedstawionym przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

– Pomyślałem więc, że będzie szybciej, jak wszystko sam sprawdzę. I okazuje się, że trochę miałem rację. Bo wychodzi dziś prezes Narodowego Funduszu Zdrowia, pan Filip Nowak i pytany o spółkę Spine, o ich działania, odpowiada, że z ich ustaleń wynika, że są trzy miejsca, w których ta spółka działała. A ja znalazłem co najmniej cztery takie miejsca – ujawnia Janczura.

Reklama

Czwartym z nich jest szpital w Wągrowcu. Placówka została już wcześniej ukarana przez NFZ karą przekraczającą pół miliona złotych.

Zdaniem reportera schemat działania był identyczny jak w innych opisywanych wcześniej przypadkach.

– Ten sam modus operandi, co w Mogilnie, to samo co w Miastku, czyli mamy kolejny szpital, który spółka neurochirurgów goliła z forsy – mówi.

NFZ wiedział od lat. Mimo to proceder nie został zatrzymany

Ustalenia Wirtualnej Polski wskazują również na szerszy problem systemowy. Jak podkreśla Janczura, już od 2022 roku kontrolerzy NFZ wiedzieli, że zabiegi termolezji bywają wykorzystywane do poprawiania wyników finansowych części szpitali. Potwierdzeniem ma być 17 kar nałożonych przez Fundusz w podobnych sprawach.

Reklama

Szczególnie wymowny jest przypadek Wągrowca.

– Kontrola w Wągrowcu zakończyła się w 2024 roku. To znaczy, że NFZ już wiedział, że dochodziło do nieprawidłowości w tamtym mieście. A jednak w Miastku jeszcze w 2025 roku ten sam podmiot wykonywał zabiegi. Jak to możliwe? Gdzie tu zdrowy rozsądek? – pyta dziennikarz.

Jego zdaniem konsekwencje takich zaniedbań odczuwają nie tylko finanse publiczne, ale przede wszystkim pacjenci.

– Tak działa państwo w obronie naszych pieniędzy, a ten bałagan ma potem wpływ na nasze zdrowie, bo brakuje pieniędzy na badania obrazowe, na zabiegi planowe czy na profilaktykę – zauważa.

Reklama

Reporter zapowiada jednocześnie, że to dopiero kolejne odsłony śledztwa.

– Dziękuję za wszystkie wiadomości, które przysyłacie, bo okazuje się, że tych sygnalistów w ochronie zdrowia jest naprawdę sporo – podsumowuje.

Źródło: wiadomosci.wp.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości