Debiutujący w kinach "Maestro" to utrzymana w stylu kina Złotej Ery Hollywood historia związku amerykańskiego kompozytora i dyrygenta Leonarda Bernsteina oraz aktorki Felicii Montealegre Cohn, w której główne role zagrali reżyser Bradley Cooper i Carey Mulligan. "Dzieliliśmy coś wyjątkowego. Tak jakby Bernstein był z nami przez cały czas" – wspominał Cooper.
Po blisko 20 latach obecności w branży filmowej Bradley Cooper poczuł, że aktorstwo i praca producencka powoli przestają mu wystarczać. Bardzo chciał spróbować swoich sił jako reżyser i scenarzysta. Marzenie spełnił w 2018 roku, stając po obu stronach kamery na planie "Narodzin gwiazdy". Opowieść o przebrzmiałym gwiazdorze muzyki country i utalentowanej, nieznanej piosenkarce, w której partnerowała mu Lady Gaga, okazała się sukcesem. Zapewniła twórcom Oscara za piosenkę "The Shallow" i siedem nominacji do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, m.in. w kategoriach aktorskich, za najlepszy film oraz scenariusz adaptowany. Jednak to o swoim kolejnym filmie Cooper mówi, że na taką szansę czekał całe życie. Nadeszła wkrótce po tym, jak wypuścił w świat "Narodziny gwiazdy". Steven Spielberg powiedział mu, że przymierza się do filmu o Leonardzie Bernsteinie i zasugerował, że widziałby go w głównej roli. Ostatecznie odstąpił od tego zamiaru, ale Bradley już "połknął haczyk". Zachwycił się muzyką i osobowością legendarnego amerykańskiego kompozytora pochodzenia żydowskiego. Spielberg zgodził się, by przejął jego pomysł. Sam zaś został współproducentem obrazu.