Wczoraj odbyła się debata kandydatów na urząd prezydenta. Zamiast przedstawiać swoje pomysły i zapowiedzi, co konkretny kandydat chciałby w przyszłości realizować, zamieniło się to – od strony Rafała Trzaskowskiego – w atakowanie Karola Nawrockiego za rządy Prawa i Sprawiedliwości, tak jakby miał przed sobą np. Mateusza Morawieckiego. Karol Nawrocki punktował Rafała Trzaskowskiego za błędy popełniane w jego zarządzaniu Warszawą. Nie był też dłużny w wytykaniu Platformie Obywatelskiej słabych rządów przez ostatnie dwa lata, np. zapaści w służbie zdrowia.
Tak więc debata była przerzucaniem się przykładami, jak przeciwna strona słabo rządzi, czy rządziła wtedy, kiedy miała władzę. Zabieg arcy niebezpieczny, ponieważ widzowie ze zgrozą słuchali o „dokonaniach” jednej czy drugiej ekipy i po takiej debacie wyszliśmy z przeświadczeniem – kto nami rządzi? Wszyscy robią czy robili same błędy, panował chaos, dyletanctwo – słowem: zgroza totalna.