We wtorek wieczorem w całej Polsce rozpocznie się cicha, skoordynowana akcja. Pracownicy socjalni, streetworkerzy, policjanci, strażnicy miejscy i wolontariusze wyjdą w teren. Nie po to, by kogokolwiek kontrolować. Ich zadaniem będzie policzyć – najuczciwiej jak się da – ilu ludzi w Polsce nie ma dziś domu.
Tegoroczne ogólnopolskie badanie liczby osób bezdomnych wystartuje w nocy z 3 na 4 marca 2026 roku. I po raz pierwszy w historii nie zamknie się w jednej, symbolicznej nocy. Potrwa do 5 marca, a zbieranie danych będzie możliwe również w ciągu dnia. To zmiana, która może mieć większe znaczenie, niż sugerowałaby techniczna korekta harmonogramu.
Do tej pory badanie przeprowadzano wyłącznie podczas jednej zimowej nocy. W teorii – moment idealny: niskie temperatury sprawiają, że osoby w kryzysie bezdomności częściej korzystają z noclegowni i schronisk. W praktyce jednak ten model miał swoje ograniczenia.
— Wydłużenie badania pozwoli dotrzeć do większej liczby osób, które wcześniej – przy tak ograniczonym czasie – po prostu umykały statystykom — mówiła w rozmowie z PAP Justyna Kościukiewicz, koordynatorka streetworkingu ze stołecznego Stowarzyszenia Pomocy i Interwencji Społecznej.
Bezdomność nie jest zjawiskiem statycznym. Ktoś jedną noc spędza w ogrzewalni, kolejną u znajomego, trzecią w pustostanie. Jedna noc nie zawsze wystarcza, by zobaczyć cały obraz.
A od tego obrazu zależy bardzo wiele.
Ministerialne badanie jest jedynym narzędziem pokazującym skalę bezdomności w całym kraju. Na jego podstawie samorządy planują budżety, decydują o liczbie miejsc w schroniskach, o finansowaniu streetworkingu, o programach mieszkaniowych.
Jeśli liczba osób w kryzysie bezdomności zostanie zaniżona, wsparcie również będzie zbyt małe. A to oznacza kolejki do noclegowni, brak miejsc w ogrzewalniach, niedoszacowane programy pomocowe.
W 2024 roku zdiagnozowano około 31 tysięcy osób w kryzysie bezdomności. 80 procent stanowili mężczyźni, 20 procent – kobiety. Pięć procent to osoby poniżej 18. roku życia. Każda z tych liczb to czyjaś historia: utrata pracy, rozpad rodziny, choroba, przemoc, zadłużenie.
W najbliższych dniach zespoły badawcze pojawią się w miejscach oczywistych: noclegowniach, schroniskach, ogrzewalniach. Ale nie tylko tam.
Odwiedzą również altany śmietnikowe, pustostany, ogródki działkowe, dworce kolejowe i autobusowe, klatki schodowe, a także inne przestrzenie publiczne, w których ludzie próbują przeczekać noc. To właśnie tam najłatwiej kogoś przeoczyć.
Kwestionariusz, którym posłużą się ankieterzy, zawiera pytania o wiek, płeć, miejsce przebywania, czas pozostawania bez domu oraz wydarzenia, które doprowadziły do kryzysu. W tym roku pojawi się także ważny wątek tzw. bezdomności ukrytej.
Nie każdy, kto nie ma własnego mieszkania, śpi na ulicy. Coraz częściej bezdomność przyjmuje formę „pomieszkiwania” – u rodziny, znajomych, czasem u przypadkowych osób. To sytuacja niestabilna, często okupiona zależnością, napięciem, poczuciem tymczasowości.
Uwzględnienie tego zjawiska w badaniu może pokazać, że skala problemu jest większa, niż dotąd sądzono. A bez rzetelnej diagnozy trudno mówić o skutecznej polityce społecznej.
Zgodnie z założeniami badanie powinno odbywać się co dwa lata. Ostatnie przeprowadzono w 2024 roku, wcześniej w 2019. Pięcioletnia przerwa była tłumaczona pandemią COVID-19, która utrudniła zarówno samą organizację badania, jak i pracę w terenie.
Dziś wraca ono do regularnego cyklu. Ale wraca też w nowej formule – bardziej elastycznej i, jak liczą organizatorzy, bliższej rzeczywistości.
Bezdomność to nie abstrakcyjny problem społeczny. To konkretni ludzie, których najłatwiej nie zauważyć. A jeśli państwo chce im realnie pomóc, musi najpierw policzyć ich uczciwie. Nawet jeśli oznacza to wyjście w teren nie na jedną noc, lecz na kilka dni.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze