– Nie byłoby polskiej literatury współczesnej, nie byłoby Wojciecha Młynarskiego, Agnieszki Osieckiej, Andrzeja Waligórskiego i wielu młodszych twórców bez genialnej wyobraźni i odwagi Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego – podkreśla krytyk literacki Tadeusz Lewandowski.
6 grudnia 1953 roku zmarł jeden z najoryginalniejszych poetów XX wieku – Konstanty Ildefons Gałczyński.
Gałczyński debiutował w prasie w 1923 roku. Szybko stał się rozpoznawalną postacią warszawskiej cyganerii artystycznej. Publikował w pismach satyrycznych i politycznych, a także współtworzył środowisko poetyckiej „Kwadrygi”. W latach 1931–1933 pełnił funkcję attaché kulturalnego w Berlinie.
(W tym miejscu w oryginale znajdowało się nagranie z 1950 roku, w którym poeta wspominał początki swojej twórczej drogi.)
Po wybuchu II wojny światowej został zmobilizowany i brał udział w kampanii wrześniowej. Okres okupacji spędził najpierw w niewoli radzieckiej, a następnie w niemieckim stalagu XI A Altengrabow. Mimo trudnych warunków jego wiersze nadal krążyły w podziemnym obiegu – ukazywały się w konspiracyjnych antologiach „Werble wolności” oraz „Słowo prawdziwe”.
Po wojnie przez krótki czas przebywał w Brukseli i Paryżu. Po powrocie do kraju (1946) mieszkał kolejno w Krakowie i Szczecinie, gdzie wraz z Heleną Kurcyusz i Jerzym Andrzejewskim powołał do życia słynny Klub „13 Muz”. Ostatecznie osiadł w Warszawie. Współpracował z wieloma redakcjami, m.in. z „Bluszczem”, „Prosto z Mostu”, „Tygodnikiem Powszechnym” oraz przede wszystkim z „Przekrojem”.
W części twórczości powojennej widoczne są wpływy socrealizmu – powstały wówczas m.in. „Poemat dla zdrajcy” (atak na Czesława Miłosza), „Podróż Chryzostoma Bulwiecia do Ciemnogrodu” oraz panegiryk „Umarł Stalin”.
Rok 1950 przyniósł dramatyczny zwrot: na zjeździe Związku Literatów Polskich Gałczyński został oficjalnie potępiony jako twórca „drobnomieszczański” i faktycznie objęto go zakazem druku. Jego córka, Kira Gałczyńska, wspomina:
„Zabrano mu rzecz najcenniejszą – czytelników. Ojciec nie umiał tworzyć do szuflady. Gdy nie miał natychmiastowego odbiorcy, uważał, że jego praca traci sens”.
Twórczość Gałczyńskiego łączy liryzm z groteską, absurdem i unikatowym poczuciem humoru. Jego wiersze zdobyły ogromną popularność – wiele z nich stało się piosenkami, inne na stałe weszły do repertuaru kabaretów. Niezwykle żywotne okazały się również teksty Teatrzyku Zielona Gęś, które do dziś bawią – dzięki swojej ponadczasowej celności i absurdalnemu wdziękowi.
Jak podkreśla Tadeusz Lewandowski, bez Gałczyńskiego nie byłoby także Ireny Kwiatkowskiej w takim kształcie, jaką znamy – poeta pisał dla niej specjalne role. Poprzez postaci Hermenegildy Kociubińskiej, Gżegżółki czy profesora Bączyńskiego wykpiwał kołtuństwo, prowincjonalny ciemnogród i narodowe zadęcie.
Wiele fraz stworzonych przez Gałczyńskiego przeniknęło do codziennej polszczyzny. Do dziś powtarzamy powiedzonka ze „Strasnej zaby”, wierszyka „Dlaczego ogórek nie śpiewa” czy „Satyry na bożą krówkę”:
„my, Polacy, my lubim pomniki”, „po cholerę toto żyje”, „Obywatelu Redaktorze”.
Źródło: polskieradio24.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze