Zagłodzenie Ukrainy odbywa się na naszych oczach i przy biernej postawie świata. Nawet najwięksi optymiści – tacy jak ja, bowiem spadochroniarz zawsze musi być największym optymistą – zdają sobie sprawę, że potencjał moskiewski jest nieporównywalnie większy od kijowskiego - pisze w cotygodniowym felietonie Tȟašúŋke Witkó.
17 stycznia 1991 roku – w czwartek, czyli muzułmańską sobotę – samoloty koalicji antysaddamowskiej zaatakowały cele na terenie Republiki Iraku; tak rozpoczęła się I wojna w Zatoce Perskiej. Dowódca operacji „Pustynna Burza” – czterogwiazdkowy generał armii Stanów Zjednoczonych, Herbert Norman Schwarzkopf Jr. – rozkazał uderzać z powietrza aż przez 43 dni, aby w ten sposób maksymalnie osłabić groźną, przynajmniej teoretycznie, armię „Lwa Babilonu”, Saddama Husajna. Po tym, gdy już obezwładniono najważniejsze elementy wojsk arabskich, do których należały: stanowiska dowodzenia, węzły łączności, artyleria przeciwlotnicza czy systemy logistyczne, „Niedźwiedź”, jak potocznie żołnierze nazywali Schwarzkopfa, poprowadził natarcie lądem, które trwało raptem 100 godzin. Amerykańskie i brytyjskie czołgi parły na Bagdad i nie było siły, aby je zatrzymać. Gwardia Republikańska – osławieni pretorianie satrapy z Tikritu – okazała się przereklamowana, a jej wozy bojowe, wytwór radzieckiej myśli technicznej, nie były w stanie dotrzymać pola swoim odpowiednikom z państw NATO. Gdy cały świat wstrzymał oddech w oczekiwaniu na całkowite rozgromienie islamistów i zajęcie ich stolicy nad Tygrysem, administracja prezydenta George’a Busha nakazała wstrzymanie operacji, co pozwoliło Husajnowi utrzymać władzę jeszcze przez nieco ponad dekadę.