Reklama

Fani czekali na koncert w Warszawie. Tragiczne wieści z Brazylii

Świat muzyki obiegła tragiczna wiadomość. Oliver Tree, jeden z najbardziej charakterystycznych i nieprzewidywalnych artystów młodego pokolenia, zginął w katastrofie śmigłowców w Rio de Janeiro. Informację przekazały brazylijskie media, w tym CNN Brasil. Muzyk miał 32 lata. Jeszcze kilka miesięcy temu zapowiadał kolejne koncerty w Europie — we wrześniu miał pojawić się również w Warszawie.

Do dramatycznego wypadku doszło w niedzielę w dzielnicy Recreio dos Bandeirantes, położonej w południowo-zachodniej części Rio de Janeiro. Według ustaleń brazylijskich służb dwa śmigłowce zderzyły się w powietrzu, po czym runęły na teren parkingu przy salonie samochodowym. Chwilę później wybuchł pożar, który objął kilkanaście aut. W katastrofie zginęło sześć osób.

Wśród ofiar miał znajdować się Oliver Tree, który przebywał w Brazylii w ramach światowej trasy koncertowej „World’s First World Tour”. Oficjalne komunikaty dotyczące szczegółów tragedii nadal są aktualizowane.

Reklama

Artysta, którego nie dało się pomylić z nikim innym

Oliver Tree od początku kariery wymykał się wszystkim muzycznym schematom. Łączył pop, alternatywę, elektronikę i internetowy absurd w sposób, który dla jednych był kompletnym szaleństwem, a dla innych — dowodem artystycznego geniuszu. Charakterystyczne okulary, bowl cut i groteskowy wizerunek sceniczny stały się jego znakiem rozpoznawczym, ale za ekscentryczną formą krył się bardzo świadomy twórca.

Urodził się 29 czerwca 1993 roku w Santa Cruz w Kalifornii. Zanim na dobre wszedł do świata muzyki, studiował biznes na Uniwersytecie w San Francisco. Przełom przyszedł w 2017 roku, kiedy utwór „When I’m Down” viralowo rozprzestrzenił się w sieci. Niedługo później podpisał kontrakt z Atlantic Records i zaczął budować międzynarodową rozpoznawalność.

Reklama

Największą popularność przyniosły mu jednak kawałki „Life Goes On” i „Miss You”, które zdobyły setki milionów odsłon oraz stały się internetowymi fenomenami wykorzystywanymi w mediach społecznościowych na całym świecie.

Koncerty Olivera Tree były bardziej widowiskiem niż zwykłym show

Tree nigdy nie ograniczał się wyłącznie do muzyki. Jego występy przypominały momentami surrealistyczny performance, w którym koncert mieszał się z komediowym skeczem, teatralną groteską i internetowym memem. Publiczność mogła spodziewać się wszystkiego — od absurdalnych monologów po nagłe zwroty akcji na scenie.

Reklama

Artysta występował na największych światowych festiwalach, m.in. Coachelli, Lollapaloozie czy Outside Lands Music and Arts Festival. W 2020 roku wydał debiutancki album „Ugly Is Beautiful”, a później kolejne projekty: „Cowboy Tears” i „Alone in a Crowd”.

W kwietniu 2026 roku ukazała się jego najnowsza płyta „Love You Madly Hate You Badly”. To właśnie ją promował podczas obecnej trasy koncertowej.

Warszawa była na trasie jego europejskiego tournée

Zgodnie z harmonogramem opublikowanym na oficjalnej stronie artysty, po koncertach w Ameryce Południowej Oliver Tree miał wrócić do Europy. W planach były występy m.in. w Lizbonie, Barcelonie, Mediolanie, Wiedniu, Berlinie i Kopenhadze.

Reklama

Polscy fani czekali przede wszystkim na wrześniowy koncert w warszawskim klubie Progresja. Dla wielu miała to być jedna z najbardziej nietypowych i wyczekiwanych muzycznych imprez tej jesieni.

Śmierć Olivera Tree kończy karierę artysty, który przez lata konsekwentnie udowadniał, że popkultura może być jednocześnie ironiczna, emocjonalna i całkowicie nieprzewidywalna. Nawet osoby, które nie śledziły go na co dzień, trudno było pozostawić wobec niego obojętnymi.

Źródło: warszawa.naszemiasto.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości