W 2. kolejce Ligi Mistrzów FIBA Legia Warszawa przegrała z z Promitheas Patras BC Vikos Cola 64:68 (17:16, 16:16, 16:18, 15:18) To druga porażka mistrzów Polski, którzy za tydzień zmierzą się na wyjeździe z Academics Heidelberg.
* Legia Warszawa - Promitheas Patras BC Vikos Cola 64:68 (17:16, 16:16, 16:18, 15:18)
LEGIA: Jayvon Graves 14, Andrzej Pluta 14, Shane Hunter 13, Ojars Silins 8, Michał Kolenda 8, Ben Shungu 5, Maksymilian Wilczek 2, Matthias Tass 0, Carl Ponsar 0;
PROMITHEAS: Leylon Hammonds 20, J. P. Macura 15, Kendale McCullum 11, Kendal Coleman 6, Sotiris Stavrakopoulos 6, Athanasios Bazinas 5, Pauly Paulicap 3, Angelos Lagios 2, Evdoxios Kapetakis 0, Antonios Karagiannidis 0.
Koszykarze Legii, którzy wrócili do najwyższej klasy rozgrywek FIBA po dwóch sezonach, mimo niezłej defensywy i walki do końca nie potrafili w wypełnionej niemal w komplecie hali Torwar „zgasić” ognia rywali, którzy mają ten żywioł w logo i nazwie – Promitheas (Prometeusz według greckiej mitologii przyniósł ogień ludziom). Nie pomógł im też doping piłkarzy Legii i siatkarzy Projektu Warszawa, którzy z miejsc VIP oglądali przebieg rywalizacji na parkiecie.
Pierwsza kwarta była chaotyczna w wykonaniu zawodników obydwu zespołów. Legioniści przegrywali 2:8, ale po czasie wziętym przez estońskiego trenera Heiko Rannulę ich gra się uspokoiła, a akcje stały się bardziej płynne. Doprowadzili do remisu 8:8, a po rzutach kapitana Michała Kolendy wygrywali 17:12.
Lepsza defensywa w drugiej odsłonie, walka pod tablicami oraz aktywność w ataku podkoszowego Shane’a Huntera (10 pkt i 7 zbiórek do przerwy) pozwoliła mistrzom Polski uzyskać przewagę w drugiej kwarcie (29:18). Rywale zniwelowali ją w samej końcówce rzutami zza linii 6,75 m i po 20 minutach było tylko 33:32 dla lidera tabeli Orlen Basket Ligi.
I właśnie tak zacięta jak końcówka drugiej kwarty była cała druga połowa. Jednak to rywale częściej niż legioniści dyktowali warunki gry. Prowadzili 42:38 w trzeciej kwarcie, ale dwa z rzędu rzuty zza linii 6,75 m reprezentanta kraju Andrzeja Pluty przywróciły Legii minimalną przewagę (46:42).
Mistrzowie Polski mieli spory problem z zatrzymaniem lidera Greków Amerykanina Leytona Hammondsa, znanego z polskich parkietów (Arka Gdynia w sezonie 2019/20). To po jego dwóch „trójkach” ekipa z Patras prowadziła najwyżej w tym spotkaniu – 58:49 w 33. minucie. To zmusiło szkoleniowca Legii do wzięcia czasu.
Jego uwagi podziały mobilizująco. Za trzy punkty trafił Kolenda, a potem dwa wolne wykorzystał Hunter i na 51 sekund przed końcem warszawiacy mieli tylko dwa punkty straty 61:63.
Niestety, trzy kolejne ich rzuty za trzy punkty okazały się niecelne, dla odmiany gdy przegrywali 63:65, wtedy 15 sekund przed końcem celną trójką popisał się Hammonds. I było po meczu.
- Zabrakło, znowu, troszeczkę egzekucji w ataku. W obronie nie było tak źle, choć parę błędów istotnych w końcówce. Mogliśmy zrobić lepszą robotę w zbiórce w defensywie. Zabrakło przede wszystkim opanowania, zimnej głowy w całym meczu. Póki co gramy w Lidze Mistrzów nerwowo, zbyt nerwowo – powiedział Andrzej Pluta.
W innym meczu Rytas Wilno, który przed tygodniem pokonał Legię 93:85, tym razem uległ w Heidelbergu zespołowi MLP Academics 83:92. Niemcy za tydzień w trzeciej kolejce podejmą mistrzów Polski.
GRUPA A
1. Promitheas 4 157:147
2. Heidelberg 3 175:172
3. Rytas 3 176:177
4. Legia 2 149:161
Artur Dryhynycz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze