To miała być prestiżowa impreza muzyczna w jednej z najbardziej rozpoznawalnych przestrzeni historycznych w Polsce. Zamiast zachwytu — fala oburzenia, polityczna burza i zdjęcia, które dla wielu warszawiaków są po prostu szokujące. Po weekendowej imprezie techno na terenie Pałacu w Wilanowie internet zalały komentarze o „dewastacji”, „kompromitacji władz miasta” i „niszczeniu narodowego dziedzictwa”.
W sieci krążą nagrania pokazujące ciężki sprzęt wjeżdżający na teren zabytkowego kompleksu, rozjeżdżone trawniki i tłumy uczestników bawiących się tuż obok historycznych ogrodów. Agencje fotograficzne publikują z kolei zdjęcia zaśmieconego terenu wokół pałacu. Dla wielu mieszkańców stolicy to widok trudny do zaakceptowania.
Kontrowersyjna impreza Circoloco Warsa zgromadziła około 7 tysięcy osób. Organizatorzy zapewniają, że wydarzenie odbyło się legalnie i po uzyskaniu wszystkich wymaganych zgód — w tym zgody Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie oraz władz Warszawy. Problem w tym, że Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska alarmuje, iż organizator nie wystąpił o komplet niezbędnych decyzji administracyjnych.
To jednak nie uspokoiło emocji. Wręcz przeciwnie — wywołało lawinę pytań o to, jak mogło dojść do organizacji masowej imprezy w miejscu uznawanym za jeden z najcenniejszych symboli polskiej kultury i historii.
Największe emocje wywołały zdjęcia pokazujące ciężki sprzęt poruszający się po zieleni wokół pałacu. Dla mieszkańców Wilanowa i miłośników zabytku to przekroczenie granicy, której — ich zdaniem — nigdy nie powinno się było przekraczać.
„Panie Prezydencie Trzaskowski, jak to możliwe, że żadnych służb miejskich nie było na imprezie techno łamiącej wszelkie normy w Pałacu w Wilanowie? Takiego niszczenia przyrody i zabytku jeszcze Warszawa nie widziała. A Miasteczko Wilanów nie spało tej nocy…” — napisał warszawski radny Jan Mencwel.
Krytycy zwracają uwagę nie tylko na stan zieleni, ale również na lokalizację samego wydarzenia. Impreza odbywała się bowiem w bezpośrednim sąsiedztwie 45-hektarowych ogrodów wilanowskich oraz Rezerwatu Przyrody Morysin — jednego z najcenniejszych przyrodniczo terenów w stolicy.
Organizacja „Miasto Jest Nasze” poinformowała, że otrzymała liczne zgłoszenia od mieszkańców dotyczące hałasu i zakłócania ciszy nocnej.
„Wszystko odbyło się pod patronatem Trzaskowskiego oraz władz muzeum w Wilanowie — domagamy się wyjaśnień, dlaczego ta impreza w takiej formule doszła do skutku” — napisali aktywiści.
Sprawa błyskawicznie nabrała politycznego charakteru. Krytyczne komentarze płyną już nie tylko ze strony mieszkańców czy organizacji miejskich, ale również polityków — zarówno opozycji, jak i byłych przedstawicieli Platformy Obywatelskiej.
Były poseł PO Grzegorz Furgo nie krył oburzenia.
„Impreza techno na terenie Pałacu w Wilanowie to wielki skandal i absurd! Na teren zespołu pałacowego wprowadzono ciężki sprzęt, który poruszał się bezpośrednio po trawnikach. A wszystko za zgodą prezydenta miasta, konserwatora zabytków i dyrekcji muzeum” — napisał w mediach społecznościowych.
Jeszcze ostrzej sprawę skomentował poseł PiS Sebastian Kaleta, który przypomniał, że na co dzień przed pałacem obowiązuje bezwzględny zakaz wchodzenia na trawniki.
„Szanowni Rafał Trzaskowski oraz Marta Cienkowska, czy Wy jesteście normalni? Pałac w Wilanowie jako miejsce na wielką plenerową imprezę? Piękna zieleń rozwalona w kilkadziesiąt godzin — w imię czego?” — pytał polityk.
I właśnie to pytanie najczęściej powraca dziś w komentarzach internautów: czy organizacja widowiskowej imprezy była warta ryzyka zniszczenia miejsca, które dla wielu warszawiaków pozostaje niemal dobrem narodowym?
Dla części mieszkańców sprawa stała się symbolem szerszego problemu — konfliktu między komercjalizacją przestrzeni publicznej a ochroną historycznego dziedzictwa. A zdjęcia z Wilanowa jeszcze długo będą wracać w politycznych sporach o sposób zarządzania stolicą.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze