We wtorek, 9 czerwca, prokuratura ma postawić pierwsze zarzuty w sprawie tragicznego wypadku, do którego doszło zimą na stacji w Woli Bierwieckiej pod Radomiem. To właśnie tam 17-letni Dominik, uczeń liceum, został wciągnięty pod ruszający pociąg. Chłopak przeżył, ale obrażenia okazały się dramatyczne – stracił obie nogi i część dłoni.
Śledczy na razie nie ujawniają, kto usłyszy zarzuty ani czego dokładnie będą dotyczyć. Potwierdzają jednak, że postępowanie weszło w kluczowy etap.
– Na 9 czerwca została wezwana osoba, wobec której sporządziłem postanowienie o przedstawieniu zarzutów – przekazał prokurator Robert Bińczak z Prokuratury Okręgowej w Radomiu.
Sprawa od początku budzi ogromne emocje. Nie tylko ze względu na skalę tragedii, ale też okoliczności, w jakich do niej doszło.
Do wypadku doszło w lutym podczas postoju pociągu Kolei Mazowieckich w Woli Bierwieckiej. Z ustaleń śledczych wynika, że Dominik wyszedł na chwilę na peron, by pomóc przy wyniesieniu wózka dziecięcego. Gdy próbował wrócić do wagonu, skład zaczął już odjeżdżać.
Wtedy rozegrały się sceny, które na zawsze zmieniły życie nastolatka i jego bliskich. Drzwi pociągu miały przytrzasnąć jego rękę. Chłopak stracił równowagę i wpadł pomiędzy peron a ruszający skład.
Przez wiele tygodni lekarze walczyli o jego życie. Dominik pozostawał w śpiączce farmakologicznej, a jego stan określano jako bardzo ciężki. Dopiero pod koniec kwietnia wrócił do domu. Przed nim jednak długa i niezwykle wymagająca rehabilitacja oraz walka o powrót do samodzielności.
Rodzina nie ukrywa, że codzienność chłopca zmieniła się całkowicie. Potrzebne będą kosztowne protezy i wieloletnie leczenie. Pomoc przyszła jednak z całej Polski – tysiące osób wsparły zbiórkę prowadzoną przez Fundację Podaruj Dobro.
Równolegle do śledztwa prokuratorskiego własne działania prowadzi Urząd Transportu Kolejowego. Wyniki kontroli okazały się bardzo poważne dla przewoźnika.
Jak poinformował rzecznik UTK Tomasz Frankowski, kontrolerzy stwierdzili ponad 20 nieprawidłowości związanych z bezpieczeństwem i procedurami obowiązującymi podczas odjazdu pociągu. Zastrzeżenia dotyczyły m.in. sposobu obserwacji peronu, nadzoru nad wymianą pasażerów oraz korzystania z systemów monitoringu i łączności.
Według ustaleń urzędu kierownik pociągu miał niewłaściwie obserwować sytuację na peronie, a maszynista – nie korzystać prawidłowo z kamer zewnętrznych podczas ruszania składu. Kontrolerzy wskazali także problemy związane z dokumentacją oraz synchronizacją urządzeń rejestrujących czas zdarzeń.
Po kontroli prezes UTK wszczął wobec Kolei Mazowieckich postępowanie administracyjne dotyczące naruszenia przepisów bezpieczeństwa.
Sama spółka podkreśla jednak, że nie akceptuje części ustaleń zawartych w protokole kontroli. Koleje Mazowieckie odmówiły podpisania dokumentu przygotowanego przez UTK, argumentując to licznymi zastrzeżeniami do przedstawionych w nim wniosków.
– Spółka na bieżąco przedkłada wyjaśnienia oraz dowody, co stanowi właściwą ścieżkę do pełnego i obiektywnego wyjaśnienia sprawy – przekazała rzeczniczka przewoźnika Donata Nowakowska.
Tymczasem dla rodziny Dominika najważniejsze pozostaje jedno – wyjaśnienie, czy tej tragedii można było uniknąć. Bliscy chłopca nie ukrywają, że liczą na rzetelne ustalenie odpowiedzialności i odpowiedź na pytanie, dlaczego zwykła podróż pociągiem zakończyła się dramatem, który na zawsze odmienił życie 17-latka.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze