Legia Warszawa nie zaliczy wyjazdu na Cypr do udanych. W pierwszym meczu trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy uległa AEK Larnaka aż 1:4. Mimo wyrównanego początku, druga połowa okazała się dla stołecznego klubu prawdziwą katastrofą – z samobójczym golem, czerwoną kartką i brakiem pomysłu na grę.
Wojskowi jechali na Cypr z nadzieją na dobry wynik w pierwszym starciu trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy. Przeciwnikiem była rozpędzona ekipa AEK Larnaka, która wcześniej wyeliminowała m.in. Partizana Belgrad. Mimo przestróg ze strony ekspertów, że Cypryjczycy prezentują wysoki poziom i preferują styl oparty na posiadaniu piłki, Legia nie potrafiła temu przeciwdziałać.
Mecz rozpoczął się od dynamicznych ataków obu stron. Już w 16. minucie Pere Pons otworzył wynik spotkania dla AEK, korzystając z niefrasobliwości defensywy Legii. Odpowiedź była niemal natychmiastowa – Jean-Pierre Nsame wyrównał dwa minuty później po świetnym dośrodkowaniu Kapustki z rzutu wolnego. Do przerwy było 1:1.
To, co wydarzyło się po przerwie, było koszmarem dla podopiecznych Edwarda Iordănescu. Już w 48. minucie Karol Angielski – Polak w barwach gospodarzy – wyprowadził AEK na prowadzenie po kontrataku. Potem było tylko gorzej. W 61. minucie Godswill Ekpolo obejrzał żółtą kartkę, a gospodarze zaczęli coraz śmielej atakować.
W 78. minucie Yerson Chacon podwyższył prowadzenie na 3:1, wykorzystując precyzyjne podanie Jimmy’ego Suareza. Legia nie była w stanie odpowiedzieć. Pięć minut później kuriozalna sytuacja – Mileta Rajović, który wszedł z ławki, niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego.
Końcówka meczu to seria niepotrzebnych fauli i frustracja Legii. W doliczonym czasie gry czerwoną kartkę (w konsekwencji dwóch żółtych) obejrzał Bartosz Kapustka, który wcześniej był jednym z lepszych graczy gości. Jan Ziółkowski także został ukarany żółtą kartką za faul na Enzo Cabrerze.
Mecz zakończył się wynikiem 4:1 dla gospodarzy, a Legia – mimo niezłego początku – całkowicie pogubiła się po przerwie. Cypryjczycy nie tylko byli skuteczniejsi, ale też bardziej zorganizowani i konsekwentni w realizacji swojego planu.
Rewanż w Warszawie zapowiada się jako zadanie z gatunku „mission impossible”. Legia musi odrobić trzy bramki, nie tracąc żadnej – w przeciwnym razie pożegna się z marzeniami o grze w fazie grupowej Ligi Europy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze