Reklama

Zginął, bo system wolał psa. Tragedia, która obnaża słabość państwa

Śmierć 46-letniego pana Marcina, pogryzionego przez psy w Zielonej Górze, to dramat, który nie powinien się wydarzyć w cywilizowanym kraju. Kierowca ciężarówki, społecznik i dawny piłkarz lokalnego klubu z Puław, wyszedł na krótki spacer do lasu podczas przerwy w pracy. Został zaatakowany przez trzy duże psy. Mimo natychmiastowej pomocy i hospitalizacji, zmarł po trzech dniach.

Właściciel zwierząt został zatrzymany i usłyszał zarzuty z art. 156 §3 kodeksu karnego – za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu skutkującego śmiercią człowieka. Grozi mu od pięciu lat do dożywocia. Ale w tej sprawie nie chodzi tylko o jeden dramat i jednego właściciela. To historia o państwie, które przymyka oczy na nieodpowiedzialność, dopóki ktoś nie zginie.


Nie pierwszy raz i nie pierwszy sygnał

Prokuratura przyznała, że wcześniej zdarzały się przypadki, kiedy psy tego samego właściciela uciekały z posesji i atakowały ludzi. Mimo to sprawy były umarzane. W dokumentach można było przeczytać, że „nie ma zagrożenia”.

Reklama

To pokazuje skalę problemu. Z jednej strony – człowiek, który wielokrotnie ignorował obowiązek zabezpieczenia psów. Z drugiej – organy państwa, które miały pełną wiedzę o ryzyku, a mimo to nie reagowały.

Zatrzymanie właściciela i medialnie nośna kwalifikacja prawna wyglądają więc bardziej na próbę ratowania wizerunku instytucji niż na konsekwentne egzekwowanie prawa. Bo gdyby konsekwencja była wcześniej, tej tragedii by po prostu nie było.


Życie ludzkie nie może być warte mniej niż psie

Sprawa ta wywołała szeroką debatę o granicach odpowiedzialności i o hierarchii wartości. Jak zauważył poseł Krzysztof Bosak:

Reklama

„Czas zacząć egzekwować odpowiedzialność właścicieli za ich psy. I zwolnić z odpowiedzialności karnej każdego, kto zabije zwierzę w samoobronie lub w obronie innych. (…) Życie zwierzęcia nie może być wyżej cenione niż życie człowieka.”

W ostatnich latach w Polsce coraz częściej mamy do czynienia z odwróceniem proporcji: człowiek, który broni się przed agresywnym psem, bywa traktowany jak sprawca, a nie jak ofiara. Tymczasem zdrowy rozsądek i zasady cywilizacji mówią jasno — życie ludzkie jest wartością nadrzędną.

Reklama

Nie oznacza to przyzwolenia na okrucieństwo wobec zwierząt. Oznacza tylko tyle, że człowiek ma prawo do bezpieczeństwa, a właściciel zwierzęcia ma obowiązek to bezpieczeństwo zagwarantować. Jeśli zawiedzie – musi ponieść realne konsekwencje.


Potrzebna zmiana myślenia, nie tylko paragrafu

Nie rozwiążemy problemu kolejnym nagłówkiem o „dożywociu” dla właściciela psów. Potrzebna jest zmiana systemowa – jasne przepisy dotyczące utrzymywania niebezpiecznych zwierząt, szybka reakcja służb na każdy sygnał agresji i realne kary za brak nadzoru.

W wielu krajach zachodnich właściciel, którego pies zaatakuje człowieka, natychmiast traci prawo do posiadania zwierząt i ponosi pełną odpowiedzialność cywilną i karną. W Polsce – często kończy się na pouczeniu.

Reklama

Nie chodzi o emocje, lecz o porządek

Tragedia pana Marcina pokazuje coś więcej niż tylko dramat jednostki. Pokazuje rozpad elementarnego porządku, w którym odpowiedzialność i zdrowy rozsądek ustępują miejsca przypadkowi i znieczuleniu.

Nie można tego dłużej tolerować.
Człowiek, który trzyma psy zdolne do zabicia, musi wiedzieć, że bierze odpowiedzialność nie tylko za swoje zwierzęta, ale za ich potencjalne ofiary. Państwo, które nie potrafi tego egzekwować, współuczestniczy w tragediach.

Bo w cywilizowanym kraju człowiek ma prawo żyć, iść na spacer, pracować – bez lęku, że zostanie zaatakowany przez cudzą nieodpowiedzialność.

Reklama

 

 

Źródło: x, onet

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości