Ostatnie wydarzenia związane z atakami dronów ponownie postawiły pytanie o to, dlaczego część z nich została skutecznie zneutralizowana, a inne doleciały do końca swojego zasięgu. Jak tłumaczy Andrzej Kiński, redaktor naczelny miesięcznika Wojsko i Technika, kluczem do zrozumienia tej sytuacji jest charakter użytych maszyn oraz sposób, w jaki działają systemy obrony przeciwlotniczej.
Wśród zestrzelonych i niezestrzelonych obiektów znalazły się tzw. wabiki – bezzałogowce pozbawione głowic bojowych czy nawet ładunków pirotechnicznych do samozniszczenia. Tego typu konstrukcje nie stanowią bezpośredniego zagrożenia, ponieważ nie mogą wyrządzić poważnych szkód. Ich celem jest raczej zmuszenie obrony do reakcji, obnażenie jej procedur i osłabienie zapasów amunicji.
W konsekwencji zniszczenie takich maszyn ma ograniczoną wartość, a z punktu widzenia obrony – nie zawsze jest uzasadnione.
Kiński wskazuje analogię do izraelskiego systemu Iron Dome (Żelazna Kopuła). Jego algorytmy rozróżniają pociski realnie zagrażające ludności lub infrastrukturze od tych, które spadną w terenach niezamieszkanych. Tylko te pierwsze są zwalczane, aby nie marnować cennych efektorów.
W przypadku dronów sytuacja jest bardziej skomplikowana, ponieważ mogą one zmieniać kurs. Jednak jeśli leciały na maksymalnym zasięgu i w końcowej fazie utrzymywały prostoliniowy lot, możliwe było oszacowanie ich trajektorii i ocena, czy stanowią zagrożenie dla celów krytycznych.
Tu pozostaje wiele pytań. Być może nie wszystkie bezzałogowce były precyzyjnie śledzone, co uniemożliwiło ich zwalczanie. Być może część z nich uznano za niegroźne i dlatego zrezygnowano z użycia kosztownych rakiet przeciwlotniczych.
Jak podkreśla Kiński, odpowiedzi na te pytania możemy nigdy nie poznać. Niejasne pozostaje, czy selektywne zestrzeliwania były wynikiem kalkulacji systemów obronnych, ograniczeń technicznych, czy też celowej decyzji operatorów.
Jedno jest pewne – użycie dronów-wabików pokazuje, że współczesne pole walki to nie tylko starcie technologii ofensywnych i defensywnych, ale także gra psychologiczna i taktyczna. Atakujący może próbować „przeładować” system obronny, zmusić go do kosztownych działań i odsłonić słabe punkty.
Dlatego analiza każdego incydentu z udziałem dronów musi brać pod uwagę nie tylko liczbę zestrzeleń, ale także kontekst: jakie cele rzeczywiście były zagrożone i jakie środki zostały użyte do ich ochrony.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze