To nie był wieczór sportowych emocji, tylko opera absurdu w małych rękawicach. Gala PRIME MMA 14 w Pruszkowie przeszła właśnie do historii – choć niekoniecznie tej, o której marzyliby organizatorzy. Zamiast uczciwej walki w formule K-1, widzowie otrzymali spektakl z gatunku „nie do wiary, ale naprawdę się wydarzyło”.
W ringu spotkali się: Mariusz „Dżaga” Ząbkowski – drag queen, przyjaciel Dody, człowiek, który potrafi zrobić show nawet w kolejce do garderoby – oraz Piotr Korczarowski, były współpracownik Grzegorza Brauna i narzeczony Marianny Schreiber.
To, co miało być „zderzeniem światów”, szybko zamieniło się w zderzenie z rzeczywistością. Po kilku minutach napięcia i wymiany ciosów, walka zakończyła się dyskwalifikacją Piotra Korczarowskiego. Oficjalny powód: zachowanie niezgodne z regulaminem.
„Dżaga” wyszedł z oktagonu zwycięsko, choć trudno powiedzieć, czy triumfował bardziej dzięki celności.
Bo tak naprawdę nie chodzi tu o sport. Gale tego typu – przez wielu zwane już otwarcie patogalami – dawno przestały mieć cokolwiek wspólnego z rywalizacją. To raczej cyrk z domieszką desperacji, w którym uczestnicy biją się nie o pas, tylko o zasięgi i przelewy.
Występujący wiedzą, w co grają. Za chwilowe upokorzenie dostają kwoty, których nie zarobiliby przez lata pracy w „normalnym życiu”.
Publiczność niby krzywi się z zażenowania, ale wciąż ogląda – jakby nie mogła oderwać wzroku od wypadku na autostradzie popkultury. Każdy wie, że to żenujące, a mimo to każdy kliknie, zobaczy, udostępni. W końcu nic tak nie bawi jak cudza kompromitacja w HD.
red.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze