Jeszcze kilka lat temu obecność bobrów wielu mieszkańcom Mazowsza kojarzyła się przede wszystkim z powrotem dzikiej przyrody. Dziś dla części rolników z powiatu mławskiego te zwierzęta stały się symbolem narastającego problemu, który dosłownie odbiera im ziemię pod uprawę. Zalane pola, zapadający się sprzęt i hektary wyłączone z użytkowania – tak wygląda codzienność gospodarzy z gminy Szydłowo i okolic.
Rolnicy mówią wprost: sytuacja wymyka się spod kontroli. Bobry budują tamy i żeremia, podnosząc poziom wody na łąkach oraz polach uprawnych. Tam, gdzie jeszcze niedawno rosły zboża czy rzepak, dziś stoją rozlewiska.
Pan Tomasz Borkowski z gminy Szydłowo pokazuje pole rzepaku, którego część została całkowicie podtopiona. Jak podkreśla, problem nie dotyczy już pojedynczych szkód, ale regularnego wyłączania gruntów z produkcji rolnej.
Najbardziej ucierpiała najlepsza część działki – teren położony najbliżej rzeki. Woda utrzymuje się tam przez długi czas, a ziemia staje się niestabilna i niebezpieczna dla ciężkiego sprzętu.
– Człowiek jedzie ciągnikiem i nigdy nie ma pewności, czy za chwilę nie zapadnie się pod ziemię. Te nory często są niewidoczne. Wystarczy moment i można uszkodzić maszynę wartą setki tysięcy złotych – mówi rolnik.
Ślady działalności bobrów widać niemal wszędzie: obgryzione drzewa, podkopane brzegi rowów i charakterystyczne żeremia. Dla mieszkańców to już nie ciekawostka przyrodnicza, ale realny problem wpływający na bezpieczeństwo pracy i opłacalność gospodarstw.
Podobne doświadczenia ma Adrian Milczek, który prowadzi około 30-hektarowe gospodarstwo. Ponad trzy hektary jego ziemi pozostają dziś praktycznie bezużyteczne.
Dla hodowców trzody chlewnej oznacza to podwójny problem. Zalane pola nie tylko ograniczają produkcję, ale także utrudniają przygotowanie paszy dla zwierząt.
– Potrzebujemy własnego zboża, żeby utrzymać produkcję. Tymczasem bobry budują tamy, teren jest stale podmokły i nie ma możliwości normalnego obsiania działek. Łąk też często nie da się zebrać – tłumaczy rolnik.
Mieszkańcy powiatu mławskiego przyznają, że z roku na rok skala zjawiska jest coraz większa. W wielu miejscach woda utrzymuje się przez całe miesiące, a kolejne fragmenty pól stopniowo zamieniają się w mokradła.
Skala szkód znajduje odzwierciedlenie w liczbach. Tylko w ubiegłym roku do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Warszawie wpłynęło ponad 1300 wniosków o odszkodowania za szkody wyrządzone przez bobry. Wypłacona kwota przekroczyła 13,5 miliona złotych.
Jak podkreślają przedstawiciele RDOŚ, najwięcej zgłoszeń pochodziło właśnie z rejonu powiatów mławskiego i żuromińskiego.
Jednocześnie urzędnicy przypominają, że bóbr europejski znajduje się pod częściową ochroną i odgrywa ważną rolę w środowisku naturalnym. Budowane przez niego tamy zwiększają retencję wody, co ma ogromne znaczenie w czasie postępującej suszy i coraz częstszych problemów z niedoborem wody.
Każda decyzja dotycząca rozbiórki tam, niszczenia żeremi czy ewentualnego odstrzału podejmowana jest indywidualnie i wymaga odpowiednich zgód.
Rolnicy nie negują ekologicznego znaczenia bobrów. Coraz częściej jednak mówią o konieczności znalezienia kompromisu między ochroną przyrody a ochroną gospodarstw.
– Nikt nie mówi o całkowitym pozbyciu się bobrów. Ale jeśli populacja jest zbyt duża, potrzebne są konkretne rozwiązania systemowe i rozsądna regulacja – podkreślają gospodarze z powiatu mławskiego.









Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze