Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że problem dzików wyraźnie osłabł. Po działaniach związanych z ASF ich populacja mocno się zmniejszyła, a mieszkańcy wielu miejscowości odetchnęli z ulgą. Dziś sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej. Zwierzęta wróciły, a wielu mieszkańców ma wrażenie, że jest ich więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Coraz częściej można je spotkać nie na obrzeżach lasów, lecz między blokami, przy placach zabaw, śmietnikach czy parkingach.
Alarmujące sygnały napływają z Marek pod Warszawą. Mieszkańcy jednego z osiedli od dłuższego czasu obserwują liczne stado dzików, które regularnie pojawia się tuż przy budynkach mieszkalnych. Zwierzęta poruszają się w dużej grupie, swobodnie przemieszczając się po osiedlowych uliczkach i terenach rekreacyjnych. Według relacji mieszkańców obecność dzików przestała być pojedynczym incydentem, a stała się codziennością, która wywołuje realny strach.
Największe emocje budzi nie sam fakt pojawiania się dzików, ale ich zachowanie. Zwierzęta nie uciekają na widok ludzi i coraz śmielej wchodzą w przestrzeń, która jeszcze do niedawna należała wyłącznie do mieszkańców. Szczególne obawy dotyczą loch prowadzących młode, ponieważ właśnie wtedy mogą zachowywać się najbardziej nieprzewidywalnie.
Mieszkańcy przyznają, że zwykłe wyjście z psem, spacer z dzieckiem czy nawet powrót z przystanku autobusowego po zmroku stały się źródłem stresu. Wielu z nich mówi wprost, że zanim wyjdą z klatki schodowej, sprawdzają, czy w pobliżu nie ma dzików. To sytuacja, która jeszcze kilka lat temu wydawała się nie do pomyślenia.
Do redakcji trafiły również zdjęcia i nagrania pokazujące liczne stado przemieszczające się w bezpośrednim sąsiedztwie bloków. Mieszkańcy podkreślają, że problem zgłaszany był już odpowiednim instytucjom, jednak w ich ocenie wciąż brakuje skutecznych działań, które pozwoliłyby przywrócić poczucie bezpieczeństwa.
Choć obecnie najgłośniej jest o Markach, podobne sytuacje od miesięcy zgłaszają mieszkańcy wielu miejscowości graniczących z lasami. Problem dotyczy nie tylko aglomeracji warszawskiej, ale również mniejszych miast i terenów wiejskich. Tam, gdzie zabudowa styka się z kompleksami leśnymi, spotkania z dzikami stają się coraz częstsze.
Jeszcze do niedawna wielu osobom wydawało się, że to wyłącznie kłopot mieszkańców stolicy i jej okolic. Dziś wiadomo już, że zwierzęta coraz śmielej wchodzą do osiedli, wsi i niewielkich miasteczek w całej Polsce. Mieszkańcy opowiadają o zniszczonych trawnikach, rozkopanych ogródkach, przewróconych koszach na śmieci i zwierzętach spacerujących ulicami nawet w środku dnia.
Eksperci od lat zwracają uwagę, że dziki bardzo szybko uczą się funkcjonowania w pobliżu człowieka. Łatwo dostępne pożywienie i brak naturalnych barier sprawiają, że coraz chętniej wracają w te same miejsca, traktując osiedla jako bezpieczne źródło pokarmu.
To pytanie coraz częściej zadają sobie mieszkańcy nie tylko Marek. Problem narasta, a jednoznacznego rozwiązania wciąż nie widać. Z jednej strony konieczne jest zapewnienie bezpieczeństwa ludzi, z drugiej – działania wobec dzikiej zwierzyny są obwarowane przepisami i wymagają współpracy wielu instytucji.
W Warszawie powołano specjalny zespół zajmujący się problemem dzikich zwierząt, który ma wypracować rozwiązania ograniczające konflikty między mieszkańcami a zwierzyną. Na razie jednak dla osób, które każdego wieczoru wracają do domu z obawą, czy za rogiem nie stoi kilkudziesięcioosobowe stado dzików, to wciąż zbyt mało.
Największy niepokój budzi fakt, że podobnych zgłoszeń przybywa. Jeszcze niedawno wydawało się, że po ograniczeniu populacji w czasie walki z ASF problem został opanowany. Dziś można odnieść wrażenie, że wrócił ze zdwojoną siłą. A skoro dziki coraz śmielej wchodzą między ludzi, pytanie nie brzmi już, czy problem istnieje, ale jak długo jeszcze mieszkańcy będą musieli żyć w poczuciu zagrożenia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze