Polscy piłkarze pokonali w poniedziałkowy wieczór 2:1 Turcję w ostatnim sprawdzianie przed rozpoczęciem mistrzostw Europy. Obie drużyny przygotowujące się do tej imprezy na pewno nie zaprezentowały na Stadionie Narodowym pełni swoich możliwości, ale dla biało-czerwonych liczy się to, że pod koniec meczu przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść.
W pierwszych minutach meczu z boiska wiało nudą, ale gdy wreszcie Polacy zdecydowanie ruszyli do przodu, to od razu wykazali się skutecznością. W 12. minucie długie podanie Pawła Dawidowicza do Roberta Lewandowskiego, a kapitan reprezentacji Polski przyjął piłkę w polu karnym i podał ją krótko do Karola Świderskiego, który nie miał problemu ze skierowaniem jej do siatki. Niestety strzelec bramki, ciesząc się z jej zdobycia, niefortunnie upadł po skoku i z kontuzją stopy opuścił po kilku minutach boisko. W 16. minucie było blisko drugiego gola dla Polaków, ale piłkę po dośrodkowaniu Przemysława Frankowskiego wybili obrońcy. Pięć minut później mógł być już remis, gdy w pole karne biało-czerwonych wbiegł z prawej strony Kerem Akturkoglu, ale jego mocny strzał z ostrego kąta obronił Wojciech Szczęsny. W 22. minucie po szybkiej akcji strzał na turecką bramkę oddał Krzysztof Piątek, który zastąpił Świderskiego, ale Mert Gunok czujnie pilnował krótkiego rogu. Trzy minuty później znów było groźnie w polu karnym Polaków, ale strzał Hakana Calhanoglu minał o centymentry prawy słupek bramki Szczęsnego. W 32. minucie usiadł na murawie Lewandowski, co oznaczało tylko jedno - kontuzję, co bardzo zmartwiło nie tylko trenera Michała Probierza, ale i kibiców. W jego miejsce wszedł za chwilę Kacper Urbański. Na minutę przed końcem pierwszej połowy groźny atak Turków i szczęśliwa obrona Szczęsnego, który nogami odbił piłkę po strzale Akturkoglu z piątego metra, choć jak się okazało był na pozycji spalonej. Pierwsza połowa zakończyła się więc jednobramkowym prowadzeniem Polaków, choć była w tym duża zasługa bramkarza gospodarzy.