Gdyby dzisiaj jechał rowerem przez kampus Politechniki Warszawskiej, nadal zwracałby uwagę. Wysoki, przystojny, z uśmiechem, który skrada serca. Maciej Aleksy Dawidowski, "Alek" z "Kamieni na szaniec", nie był pomnikiem. Był żywy, pełen śmiałych pomysłów, zawadiackiego humoru i pasji. Był jednym z nas. I może dlatego jego śmierć boli tak, jakby wydarzyła się wczoraj.
Dziecko dobrego domu i wielkiego serca