Cisza, kilka sekund napięcia i uderzenie młotka. W nowojorskiej sali Sotheby’s padła cena, która na nowo ustawiła hierarchię na rynku sztuki. Niewielki rysunek autorstwa Rembrandt van Rijn, przedstawiający młodego lwa, sprzedano za 17,86 mln dolarów. Nigdy wcześniej rysunek holenderskiego mistrza nie kosztował tak wiele.
Nie jest to dzieło monumentalne. Kartka ma zaledwie 115 × 150 milimetrów. A jednak to właśnie ta skala — intymna, bezpośrednia — sprawiła, że kolekcjonerzy potraktowali ją jak relikwię. „Young Lion Resting” to jedno z sześciu znanych studiów lwów wykonanych przez Rembrandta i jedyne, które do tej pory pozostawało w prywatnych rękach. Sotheby’s nie bez powodu nazwał je „najważniejszym rysunkiem Rembrandta, jaki trafił na rynek w ciągu jednego pokolenia”.
Choć estymacja wynosiła 15–20 mln dolarów, a ostateczna cena znalazła się bliżej dolnej granicy, znaczenie tej sprzedaży jest ogromne. Poprzedni rekord dla rysunku Rembrandta — 3,7 mln dolarów — został pobity niemal pięciokrotnie. To wyraźny sygnał: prace na papierze przestały być dodatkiem do „prawdziwej” sztuki. Dla wielu kolekcjonerów stały się jej najczystszą formą.
Rysunek pochodził z Leiden Collection, należącej do amerykańskiego inwestora i filantropa Thomas S. Kaplan. Był on jego właścicielem przez ponad dwie dekady. Kaplan zapowiedział, że cały dochód ze sprzedaży trafi do Panthera Foundation, organizacji zajmującej się ochroną wielkich kotów na całym świecie, którą współtworzył.
Dla rynku sztuki to moment symboliczny. W czasach finansowej niepewności kolekcjonerzy coraz częściej wybierają obiekty skrajnie rzadkie, o bezdyskusyjnej proweniencji i znaczeniu historycznym. Mały lew Rembrandta okazał się właśnie takim bezpiecznym azylem — i jednym z najdroższych szkiców w dziejach.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze