W Polskim Stronnictwie Ludowym narasta frustracja. Afera wokół sprzedaży działki pod budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego, która początkowo miała uderzyć w Prawo i Sprawiedliwość, coraz bardziej szkodzi samym ludowcom. W partii słychać głosy, że choć dyrektor generalny KOWR Henryk Smolarz nie jest postacią kluczową, jego dymisja mogłaby przynieść więcej szkody niż pożytku. O jego przyszłości przesądzi trwający audyt w Krajowym Ośrodku Wsparcia Rolnictwa.
– Trzeba rozgrzanym żelazem wypalić wszelkie nieprawidłowości, nawet jeśli dotyczą naszych ludzi – mówi osoba z kierownictwa PSL.
Afera CPK: zysk dla PiS, cios dla PSL
Opisana przez Wirtualną Polskę sprawa dotyczy sprzedaży przez KOWR 160-hektarowej działki w Zabłotni – kluczowej dla budowy CPK. Transakcja z końcówki rządów PiS opiewała na 23 mln zł, choć obecnie grunty mogą być warte nawet 400 mln. Według ustaleń doszło do licznych nieprawidłowości formalnych i działania na szkodę państwa.
Dla PSL sprawa okazała się polityczną pułapką. – To majstersztyk: afera PiS-u z wątkiem finansowania kampanii jednego z naszych koalicjantów, a cała uwaga mediów skupia się na PSL – mówi rozgoryczony polityk ludowców.
Smolarz pod lupą
Henryk Smolarz, obecny dyrektor KOWR i działacz PSL, znalazł się w ogniu krytyki. W partii uważa się go za eksperta od rolnictwa, nie polityka. – To nie jest prominentna postać, raczej środek stawki – ocenia jeden z rozmówców.
Choć Smolarz nie cieszy się szczególnymi względami u prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza, wicepremier nie chce go poświęcać dla politycznego spokoju. W partii panuje przekonanie, że dyrektor nie złamał prawa, jednak ostatecznie o jego losie zdecyduje audyt.
– Gdybyśmy teraz go odwołali, oznaczałoby to przyznanie, że cała koalicja jest zamieszana w aferę CPK – tłumaczy jeden z liderów PSL.
Zaniedbania i „pisowscy agenci”
Nie brakuje jednak zarzutów wobec samego Smolarza. Część polityków PSL uważa, że po objęciu funkcji nie przeprowadził gruntownego przeglądu kadr i pozostawił w KOWR ludzi z czasów PiS. – Jeśli wciąż tam pracują „pisowscy agenci”, to skąd pewność, że nie doszło do sabotażu? – pyta jeden z rozmówców.
Inni wskazują na błędy w komunikacji. – Przez chaos informacyjny to PSL jest dziś pod lupą, choć nie ma dowodów na naruszenie prawa – mówi źródło w partii.
Audyt ma oczyścić sytuację
Audyt w KOWR rozpoczął się 30 października i potrwa dwa tygodnie. Równolegle prowadzony jest zewnętrzny przegląd działań agencji od momentu jej powstania, a minister rolnictwa Stefan Krajewski zlecił kontrole również w innych podległych mu instytucjach.
– Rolnicy mają prawo oczekiwać pełnego wyjaśnienia sprawy – podkreśla Krajewski.
Sam Smolarz ogłosił niedawno, że KOWR jest bliski odzyskania spornego gruntu – Dawtona ma zwrócić działkę po cenie z aktu notarialnego.
Polityczne konsekwencje
Decyzja o przyszłości dyrektora KOWR będzie miała znaczenie dla całej koalicji rządzącej. – Jego dymisja wyglądałaby jak przyznanie się do winy. A to przecież afera PiS-u, nie rządu Tuska – mówi jeden z ministrów PSL.
Premier Donald Tusk jest w stałym kontakcie z Kosiniakiem-Kamyszem i wspólnie mają podjąć decyzję po zakończeniu audytu.
– Trzeba tę sprawę szybko wyjaśnić i rozgrzanym żelazem wypalić nieprawidłowości – mówi osoba z władz PSL. – Ale nie ma obaw, że Smolarz coś ukrywa. To raczej kwestia pokazania opinii publicznej prawdy.
Jak dodaje jeden z ludowców: – Gdyby pierwszą osobą zdymisjonowaną po aferze PiS-u był dyrektor powołany już przez nasz rząd, koszt polityczny byłby gigantyczny. Tusk doskonale to rozumie.
Źródło: wydarzenia.interia.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze