Legia Warszawa wreszcie dopisała trzy punkty, które mogą okazać się znacznie cenniejsze, niż sugeruje sam wynik. W spotkaniu 24. kolejki ekstraklasy stołeczny zespół pokonał przy Łazienkowskiej Cracovię 1:0, a bohaterem wieczoru został Mileta Rajović. Duńczyk pojawił się na boisku po kontuzji Antonio Čolaka i kilka minut później zdobył bramkę, która przesądziła o losach meczu.
Dla Legii było to zwycięstwo nie tylko potrzebne, ale wręcz konieczne. Tydzień wcześniej warszawianie pokazali charakter, odrabiając dwubramkową stratę w Białymstoku i remisując z Jagiellonią 2:2. Punkt nie poprawił jednak ich sytuacji w tabeli — zespół wciąż tkwił w dolnych rejonach ligi. Cracovia przyjechała do stolicy po bolesnej porażce z Piastem Gliwice (2:3), choć w tamtym spotkaniu dwukrotnie obejmowała prowadzenie. „Pasy” liczyły, że w Warszawie przełamią niekorzystną serię — ostatni raz wygrały tu w 2019 roku.
Obaj trenerzy musieli radzić sobie z problemami kadrowymi. W Legii wciąż niedostępni są m.in. Ruben Vinagre i Paweł Wszołek. Cracovia także przyjechała osłabiona — z powodu kontuzji zabrakło choćby Wiktora Bogacza czy Otara Kakabadze.
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem na stadionie zrobiło się wyjątkowo nastrojowo. Kibice Legii rozciągnęli ogromną oprawę z hasłem „Niech zstąpi duch twój i odnowi oblicze tej ziemi”, a całą trybunę przykryła flaga przedstawiająca kibica z uniesionymi rękami, patrzącego ku górze. Chwilę później trybuny rozświetliły czerwono-biało-zielone race. W przerwie między emocjami piłkarskimi spiker stadionowy Łukasz Jurkowski złożył również życzenia z okazji Dnia Kobiet.
Na boisku początek był dość ostrożny, choć Legia jako pierwsza spróbowała przejąć inicjatywę. Już w 7. minucie Wahan Biczachczjan uderzył z dystansu, zmuszając Sebastiana Madejskiego do interwencji. Później głową próbował Mauro Perković, lecz Otto Hindrich pewnie złapał piłkę.
Problemy gospodarzy pojawiły się jednak szybciej, niż można się było spodziewać. Antonio Čolak musiał przedwcześnie opuścić murawę z powodu urazu. W jego miejsce pojawił się Mileta Rajović — i to właśnie on wprowadził najwięcej konkretów do ofensywy Legii. W 31. minucie Duńczyk wykorzystał chwilę zawahania w defensywie Cracovii i z kilku metrów pokonał Madejskiego. Było to jego pierwsze trafienie w oficjalnym meczu od połowy grudnia.
Jeszcze przed przerwą gospodarze mogli podwyższyć prowadzenie. Najpierw groźny strzał z pola karnego oddał Juergen Elitim, a później znów próbował Biczachczjan. W obu sytuacjach czujny był jednak bramkarz Cracovii.
Po zmianie stron tempo wyraźnie spadło. Krakowianie próbowali szukać swoich szans głównie w strzałach z dystansu — tak jak Kahveh Zahiroleslam tuż po przerwie — lecz Hindrich zachowywał spokój między słupkami. W miarę upływu czasu obie drużyny miały coraz większy problem z tworzeniem klarownych okazji.
Cracovia spróbowała jeszcze w doliczonym czasie gry. Mateusz Klich posłał dośrodkowanie z rzutu wolnego w pole karne, ale Hindrich pewnie przechwycił piłkę. Chwilę później Legia mogła już świętować.
Dla warszawian to dopiero drugie zwycięstwo w 2026 roku, ale takie, które pozwala złapać oddech. Z dorobkiem 28 punktów Legia awansowała na 15. miejsce w tabeli. Cracovia z kolei pozostała na siódmej pozycji z 33 punktami. Układ dolnej części tabeli może się jeszcze zmienić — jeśli w poniedziałek Arka Gdynia wygra na wyjeździe z Wisłą Płock, warszawianie ponownie spadną o jedno miejsce.
Na razie jednak przy Łazienkowskiej najważniejsze jest coś innego: trzy punkty i poczucie, że wreszcie udało się zrobić krok w dobrą stronę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze