Nie od dilera pod klatką schodową. Nie od przemytu w walizce. Coraz częściej – od gabinetu lekarskiego.
Polski rynek farmaceutyczny stał się jednym z nowych frontów zorganizowanej przestępczości. Gangom coraz rzadziej opłaca się handlować klasycznymi narkotykami. Znacznie większe pieniądze przynoszą dziś leki – prawdziwe lub sfałszowane – sprzedawane przez internet jako „bezpieczna alternatywa” dla ulicznych narkotyków.
„To biznes bardziej opłacalny niż handel narkotykami. A ryzyko wykrycia jest mniejsze” – mówi główny inspektor farmaceutyczny Łukasz Pietrzak.
Według Światowej Organizacji Zdrowia z inwestycji rzędu tysiąca dolarów fałszerze potrafią wygenerować nawet pół miliona dolarów zysku. To dlatego gangi narkotykowe przerzucają się dziś na farmaceutyki – opioidy, psychotropy, botoks, sterydy i leki na odchudzanie.
Śledztwa prowadzone przez GIF i służby pokazują wyraźne szlaki przemytu. Substancje czynne i półprodukty płyną głównie z Chin i Indii, a w przypadku preparatów biologicznych – także z Korei Południowej. Do Europy trafiają jako:
sfałszowane leki na odchudzanie (GLP-1),
nielegalny botoks i wypełniacze,
opioidy i psychotropy,
środki na potencję i sterydy anaboliczne.
Ale to tylko jedna strona rynku. Druga jest znacznie groźniejsza, bo zaczyna się w pełni legalnie.
Największy wstrząs dla systemu przyszedł, gdy okazało się, że w wielu przypadkach nie chodzi o fałszywe recepty.
„W większości spraw recepty były wystawiane świadomie przez lekarzy działających w ramach zorganizowanych grup przestępczych” – mówi Pietrzak.
Schemat jest prosty. Lekarz wystawia recepty na silne opioidy. Apteka je realizuje, bo wszystko wygląda legalnie. A potem leki trafiają do sieci.
„Lekarz staje się de facto dostawcą recept. Leki kupione legalnie w aptece są sprzedawane na czarnym rynku przez internet” – tłumaczy szef GIF.
Skala zysków jest gigantyczna. Opakowanie kosztujące w aptece kilkaset złotych jest w internecie rozbijane na pojedyncze tabletki sprzedawane po 50–80 zł za sztukę.
Klientami są nie tylko osoby uzależnione. To także ludzie, którzy chcą „spróbować” i boją się ulicznych narkotyków.
„Wybierają lek, bo kojarzy się z legalnością, kontrolą jakości i bezpieczeństwem. To bardzo złudne poczucie bezpieczeństwa” – ostrzega Pietrzak.
Opioidy nie działają jak alkohol czy amfetamina. One wyłączają ośrodek oddechu w mózgu.
„Człowiek po prostu przestaje oddychać, bo mózg zapomina o tej funkcji. Najpierw oddech się spłyca, potem zanika całkowicie” – tłumaczy.
Dla osoby bez tolerancji dawki dostępne na czarnym rynku mogą być śmiertelne – zwłaszcza że sprzedawcy często dodatkowo je modyfikują.
Od marca recepty w Polsce są analizowane algorytmicznie.
„Widzimy wszystko: kto wystawił, kiedy, jak szybko zrealizowano, jaką ilość, jakie leki wcześniej brał pacjent” – mówi Pietrzak.
Nietypowe schematy – masowe wypisywanie opioidów, nierealne czasy wizyt, brak ciągłości leczenia – są automatycznie flagowane i trafiają do śledczych.
„Mit, że nikt tego nie sprawdza, już nie istnieje.”
Od listopada 2024 r. lekarz musi osobiście zbadać pacjenta, zanim wypisze morfinę, oksykodon, fentanyl czy medyczną marihuanę. Ankieta czy szybka teleporada już nie wystarczą.
Nowe prawo szczególnie uderzyło w masową sprzedaż medycznej marihuany.
„Rynek skurczył się o 50–60 procent” – mówi Pietrzak.
W 2024 r. do Polski trafiło 12 ton suszu. W 2025 r., po zmianach, zaledwie 4 tony. I – co kluczowe – bez deficytu dla realnych pacjentów.
Skala problemu jest porażająca.
„Z powodu zaburzeń psychicznych wywołanych substancjami psychoaktywnymi umiera w Polsce prawie 4 tysiące osób rocznie” – mówi Pietrzak.
To ponad dwa razy więcej niż ginie w wypadkach drogowych. Do tego dochodzi 30 tysięcy hospitalizacji rocznie z powodu zatruć i działań niepożądanych leków – koszt dla NFZ to ponad 92 mln zł.
Osobnym zagrożeniem są podróbki analogów GLP-1.
„Czasem zawierają insulinę, czasem sól fizjologiczną, bywają mikrobiologicznie zanieczyszczone” – ostrzega GIF.
Każda oferta sprzedaży leku na receptę przez internet to przestępstwo.
„Decyzja o stosowaniu takich preparatów zawsze musi należeć do lekarza. Każda sprzedaż wysyłkowa to sygnał alarmowy.”
Bo dziś narkotyki coraz rzadziej wyglądają jak narkotyki.
Coraz częściej mają formę białej tabletki z aptecznym nadrukiem – i zaczynają swoją drogę nie w melinie, lecz w gabinecie lekarskim.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze