Reklama

Od dronów po zielone ludziki. Co jeszcze może zrobić Kreml?

Nocny incydent z rosyjskimi dronami, które naruszyły polską przestrzeń powietrzną, nie jest odosobnionym przypadkiem, a raczej kolejnym elementem większej układanki. Zdaniem dr. hab. Tomasza Pawłuszki, eksperta ds. bezpieczeństwa i amerykanisty z Uniwersytetu Opolskiego, takie prowokacje mają wymiar testowania — zarówno naszego systemu obronnego, jak i odporności politycznej oraz społecznej.

Rosja, jak tłumaczy badacz w wywiadzie dla wydarzenia.interia.pl, nie działa chaotycznie. Każdy taki incydent to część szerszej strategii: sprawdzanie czasu reakcji, nastrojów w społeczeństwie, a także tego, jak zareagują sojusznicy z NATO i Stany Zjednoczone. – Rosjanie testują nasze zdolności do współpracy z sojusznikami i starają się podważać wiarygodność USA w Europie – mówi Pawłuszko.

Testowanie Zachodu i balansowanie Trumpa

Amerykański prezydent Donald Trump, który w pierwszych miesiącach kadencji starał się otwierać na dialog z Rosją, dziś staje przed poważnym dylematem. Każdy rosyjski gest agresji stawia go w trudnej sytuacji: z jednej strony pojawia się potrzeba stanowczej reakcji, z drugiej – obawa przed eskalacją konfliktu NATO-Rosja.

Reklama

Ekspert ocenia, że Donald Trump raczej nie zareaguje na incydent w sposób stanowczy i bezpośredni. Najprawdopodobniej będzie próbował umniejszyć jego znaczenie albo przerzuci odpowiedzialność za oficjalne komentarze na innych polityków ze swojego otoczenia. Zdaniem specjalisty, Rosjanie doskonale panują nad przekazem informacyjnym i będą starali się rozmyć całą sprawę, tak aby nie została jednoznacznie odebrana jako ich prowokacja.

Drony tylko preludium

Czy to koniec rosyjskich prowokacji? Zdaniem Pawłuszki – wręcz przeciwnie. – Wachlarz działań hybrydowych jest bardzo szeroki. To może być zatrucie, porwanie, zamach terrorystyczny, pojawienie się zielonych ludzików albo próba ośmieszenia polskiego polityka – wylicza. Celem takich działań jest nie tyle bezpośredni atak, co systematyczne podważanie kompetencji decydentów i zdolności NATO do wspólnego działania.

Reklama

Rosja – jak twierdzi ekspert – nie będzie działała falowo, ale raczej punktowo, co kilka tygodni, przy okazji innych wydarzeń, np. kolejnych uderzeń na Ukrainę. – To będzie ciągła, nieprzyjazna interakcja. Trudno przewidzieć jej formę, ale pewne jest, że się powtórzy – mówi.

NATO pod presją

Ostatnie wydarzenia mogą paradoksalnie wzmocnić jedność Zachodu. Uruchomienie art. 4 NATO czy szybkie deklaracje wsparcia ze strony europejskich liderów pokazują, że elity polityczne nie mają złudzeń co do agresywnej polityki Rosji. – To, co miało nas dzielić, często przypomina nam, kto jest agresorem – podkreśla Pawłuszko.

Reklama

Nie oznacza to jednak, że Polska i sojusznicy mogą czuć się spokojni. Ekspert zwraca uwagę na wciąż niewystarczające zdolności obrony przeciwlotniczej. – Spodziewałbym się, że na szczytach NATO zobaczymy kolejne mapy drogowe dotyczące rozbudowy systemów obronnych, bo tego wymagają realia – ocenia.

Gra o przyszłość

Rosyjskie prowokacje, choć z pozoru „tanie” i mało spektakularne, mają strategiczny cel: przesuwanie granic tolerancji Zachodu. Każdy kolejny incydent jest próbą sprawdzenia, gdzie kończy się cierpliwość NATO, a gdzie zaczyna ryzyko prawdziwej eskalacji.

Reklama

Najbliższe miesiące będą kluczowe. Amerykanie muszą zdecydować, czy wycofują się z Europy, czy wzmacniają więzi z sojusznikami. A Rosjanie będą w tym czasie podsycać napięcia – od prowokacji dronowych po dużo bardziej niebezpieczne scenariusze – podsumowuje dr hab. Tomasz Pawłuszko.

 

Źródło: wydarzenia.interia.pl

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości