Warto było tej nocy spojrzeć w niebo. Z środy na czwartek rozegrało się tam wyjątkowe widowisko – superpełnia, zwana też "Bobrowym Księżycem", gdy nasz naturalny satelita znalazł się najbliżej Ziemi w całym 2025 roku. O godzinie 23:30 dystans między Księżycem a naszą planetą wynosił zaledwie 356 833 kilometry, a jego tarcza lśniła na niebie wyraźnie większa i jaśniejsza niż zwykle.
Choć pełnię Księżyca możemy podziwiać kilkanaście razy w roku, to tylko czasami zdarza się, że zbiega się ona z momentem, gdy Księżyc znajduje się w perygeum, czyli najbliższym punkcie swojej orbity wokół Ziemi. Wtedy jego blask jest nawet o 30 procent silniejszy, a rozmiar na niebie większy o około 14 procent w porównaniu z pełnią w apogeum.
O godzinie 17:00 srebrny glob wzniósł się nad horyzontem, by świecić aż do poranka – do 9:31. To była noc pełna astronomicznych atrakcji. Około 22:00, obok olśniewającego Księżyca, można było dostrzec Jowisza, a nieco niżej – gwiazdę Aldebaran i majestatyczny gwiazdozbiór Oriona, którego jasne punkty układały się w kształt przypominający postać człowieka. Po drugiej stronie nieba, nad południowym horyzontem, świecił Saturn, tworząc z Jowiszem i Księżycem niezwykłą konstelację.
Tuż przed świtem niebo zmieniało się jeszcze raz – Księżyc chował się nisko na zachodzie, a w jego sąsiedztwie można było zobaczyć Aldebarana, Oriona i Syriusza, podczas gdy Saturn zniknął już za horyzontem.
Listopadowa pełnia nosi nazwę "Bobrowego Księżyca" lub "Mroźnego Księżyca". Tradycyjna nazwa wywodzi się z kultury północnoamerykańskich Indian Algonkinów, dla których był to czas zakładania pułapek na bobry – zanim skute lodem bagna uniemożliwiły polowania.
To była noc pełna blasku, ciszy i magii – jedna z tych, które na długo pozostają w pamięci każdego, kto choć na chwilę podniósł wzrok ku niebu.
Źródło: wydarzenia.interia.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze