Reklama

Nie zabijają, ale potrafią zniszczyć codzienność

Są choroby, o których mówi się głośno – bo są groźne, spektakularne, budzą powszechny strach. Są też takie, które rzadko pojawiają się w publicznej debacie. Nie dlatego, że są rzadkie. Wręcz przeciwnie – dotykają milionów kobiet. Problem polega na tym, że wciąż są krępujące.

Do tej drugiej grupy należą schorzenia uroginekologiczne. Nie prowadzą zwykle do śmierci, ale potrafią diametralnie zmienić codzienność. Ograniczają aktywność zawodową, wpływają na relacje, niszczą pewność siebie.

– Schorzenia dna miednicy dramatycznie pogarszają jakość życia kobiet. A mimo to wciąż mówi się o nich za mało. Tymczasem wiele można zrobić, żeby tym pacjentkom pomóc – podkreśla prof. Ewa Barcz, kierownik Oddziału Ginekologiczno-Położniczego w Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym w Warszawie.

Reklama

Problem dotyczy milionów kobiet

Jeszcze kilkanaście lat temu o uroginekologii mówiło się niewiele. Dziś temat coraz częściej pojawia się w mediach i gabinetach lekarskich. Niektórzy uznają to za chwilową modę. Lekarze jednak nie mają wątpliwości – to raczej efekt rosnącej skali problemu.

Szacuje się, że różnego rodzaju schorzenia uroginekologiczne dotyczą około 30 procent dorosłych kobiet. A liczba ta będzie rosła. Powód jest prosty: starzejące się społeczeństwo.

– Im kobieta starsza, tym większe ryzyko pojawienia się tego typu problemów – tłumaczy prof. Barcz. – Żyjemy coraz dłużej, więc naturalnie rośnie także liczba pacjentek wymagających diagnostyki i leczenia.

Reklama

Drugim ważnym czynnikiem jest styl życia. Nadwaga i otyłość – które dziś określa się wręcz mianem epidemii – wyraźnie zwiększają ryzyko zaburzeń dna miednicy. Nadmiar kilogramów podnosi ciśnienie w jamie brzusznej, a to z kolei prowadzi do przeciążenia struktur podtrzymujących narządy miednicy.

W praktyce oznacza to jedno: pacjentek będzie przybywać, a system ochrony zdrowia wciąż nie jest na to przygotowany.


Choroby, które niszczą codzienność

Choć schorzenia uroginekologiczne rzadko stanowią bezpośrednie zagrożenie życia, ich wpływ na codzienne funkcjonowanie bywa ogromny.

Reklama

Wiele kobiet z nietrzymaniem moczu musi stale używać wkładek higienicznych. Część z nich ogranicza aktywność zawodową, przechodzi na wcześniejsze emerytury albo często korzysta ze zwolnień lekarskich.

Konsekwencje nie kończą się jednak na pracy.

Choroby dna miednicy wpływają także na relacje społeczne i rodzinne. Kobiety unikają spotkań, wycofują się z życia towarzyskiego, często rezygnują z aktywności fizycznej. Pojawiają się problemy w relacjach partnerskich, spada satysfakcja z życia seksualnego.

Reklama

Do tego dochodzą powikłania zdrowotne:

  • nawracające infekcje dróg moczowych,

  • stany zapalne,

  • bolesne otarcia i odleżyny.

Niewiele osób zdaje sobie też sprawę z innego zagrożenia. Kobiety z nasilonym parciem na pęcherz często wstają w nocy do toalety. W pośpiechu i półmroku łatwo wtedy o upadek – a jednym z jego najpoważniejszych skutków może być złamanie szyjki kości udowej.

Nie dziwi więc, że wiele pacjentek zmaga się także z depresją i poczuciem izolacji.


Uroginekologia to nie tylko nietrzymanie moczu

Dla większości osób uroginekologia kojarzy się przede wszystkim z jednym problemem – nietrzymaniem moczu. Tymczasem zakres tych schorzeń jest znacznie szerszy.

Reklama

Do najczęstszych należą:

  • wysiłkowe nietrzymanie moczu,

  • pęcherz nadreaktywny,

  • pęcherz neurogenny związany z chorobami neurologicznymi,

  • wypadanie narządów miednicy, które może dotyczyć macicy, pochwy, pęcherza czy odbytnicy.

Objawy bywają bardzo różne. Część pacjentek skarży się na trudności z opróżnieniem pęcherza, częstomocz czy ból przy oddawaniu moczu. U innych pojawiają się zaparcia, bóle podczas wypróżniania albo uczucie ucisku w miednicy.

Nierzadko dolegliwości obejmują kilka układów jednocześnie – moczowy, pokarmowy i rozrodczy. Mogą też prowadzić do przewlekłych zespołów bólowych w obrębie miednicy oraz do zaburzeń seksualnych.

Reklama

– Wbrew temu, co się powszechnie uważa, uroginekologia nie zajmuje się wyłącznie nietrzymaniem moczu – podkreśla prof. Barcz. – Bardzo często jest ono tylko objawem innych zaburzeń. Dlatego diagnostyka musi być kompleksowa.


Wstyd wciąż jest największą barierą

Choć medycyna dysponuje coraz większą liczbą metod leczenia, wiele kobiet przez lata nie zgłasza się po pomoc.

Powód jest prosty: wstyd.

O ile udało się przełamać społeczne tabu wokół raka piersi, o tyle problemy takie jak wypadanie macicy czy nietrzymanie moczu nadal pozostają tematem niemal prywatnym.

Reklama

– Trudno wyobrazić sobie aktorkę czy osobę publiczną, która otwarcie opowiada o takich dolegliwościach – zauważa prof. Barcz. – To wciąż bardzo intymna sfera.

W efekcie wiele kobiet trafia do lekarza dopiero wtedy, gdy objawy poważnie utrudniają codzienne funkcjonowanie.

A im wcześniej rozpocznie się leczenie, tym większa szansa na zastosowanie mniej inwazyjnych metod – na przykład fizjoterapii uroginekologicznej czy pessaroterapii, czyli stosowania specjalnych pierścieni wspierających narządy miednicy.

Reklama

Czy można temu zapobiec?

Profilaktyka w przypadku tych schorzeń jest trudna. Nie da się ich całkowicie uniknąć. Można jednak zmniejszyć ryzyko albo opóźnić pojawienie się objawów.

Najważniejsze elementy profilaktyki to:

  • utrzymanie prawidłowej masy ciała,

  • unikanie długotrwałego dźwigania i bardzo ciężkiej pracy fizycznej,

  • odpowiednia opieka fizjoterapeutyczna w ciąży i po porodzie.

Eksperci podkreślają, że każda kobieta po porodzie powinna mieć konsultację z fizjoterapeutą uroginekologicznym. Podczas takiego spotkania dowiaduje się, jak wzmacniać mięśnie dna miednicy i jakich błędów unikać.

Reklama

To jednak nie daje stuprocentowej ochrony.

– U podstaw tych zaburzeń leżą często uszkodzenia anatomiczne powstające w czasie ciąży, porodu albo po prostu w trakcie życia – wyjaśnia prof. Barcz. – Nawet cesarskie cięcie nie gwarantuje, że problem się nie pojawi.

Dużą rolę odgrywają także czynniki genetyczne. Zdarza się, że poważne zaburzenia statyki narządów miednicy pojawiają się u kobiet, które nigdy nie rodziły i nie mają typowych czynników ryzyka.


Najważniejsze jest jedno – nie czekać

Choć schorzenia uroginekologiczne rzadko zagrażają życiu, potrafią w dramatyczny sposób pogorszyć jego jakość.

Reklama

Dlatego najważniejsza zasada jest prosta: nie ignorować pierwszych objawów.

Jeśli problemy z oddawaniem moczu, uczucie ucisku w miednicy czy częste parcie na pęcherz zaczynają utrudniać codzienne funkcjonowanie, warto zgłosić się do specjalisty.

W wielu przypadkach można wtedy zastosować mniej radykalne metody leczenia i na długie lata poprawić komfort życia.

Bo choć tych chorób nie zawsze da się zatrzymać, można sprawić, że przestaną rządzić codziennością.

Źródło: PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości