Coraz częściej słyszymy, że e-papierosy, podgrzewacze tytoniu czy saszetki nikotynowe są „mniej szkodliwą” alternatywą dla tradycyjnych papierosów. Zdaniem lekarzy i ekspertów zdrowia publicznego to jednak niebezpieczna narracja, która może wprowadzać w błąd zarówno pacjentów, jak i opinię publiczną.
Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Polskie Towarzystwo Kardiologiczne postanowiły zareagować na rosnącą popularność takiego przekazu. Wspólnie wystosowały stanowisko, w którym jasno wskazują: wszystkie produkty nikotynowe – niezależnie od formy – niosą ryzyko zdrowotne i powinny podlegać takim samym, rygorystycznym regulacjom.
Pod dokumentem podpisali się przedstawiciele najważniejszych instytucji zajmujących się zdrowiem publicznym w Polsce, w tym Narodowego Instytutu Onkologii, Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH oraz biura Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce. Eksperci są zgodni – obecny stan wiedzy naukowej nie potwierdza, że nowe produkty nikotynowe spełniają założenia strategii tzw. redukcji szkód („harm reduction”).
Światowa Organizacja Zdrowia w najnowszym dokumencie dotyczącym kontroli tytoniu podkreśla, że każdy produkt zawierający nikotynę niesie ryzyko zarówno zdrowotne, jak i ryzyko uzależnienia. Jednocześnie WHO zwraca uwagę, że narracja o „redukcji szkód” bywa wykorzystywana przez branżę tytoniową jako element strategii marketingowej, mającej utrzymać i poszerzyć rynek.
W praktyce wygląda to często zupełnie inaczej, niż sugerują reklamy czy przekazy marketingowe.
– Pacjenci bardzo często słyszą, że e-papierosy czy inne nowoczesne formy palenia mogą pomóc im zerwać z nałogiem. Tymczasem rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana. Coraz częściej widzimy osoby, które zamiast rzucić palenie, zaczynają używać obu produktów jednocześnie – mówi dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.
Jak podkreśla, w poradniach pojawia się już wielu pacjentów uzależnionych zarówno od tradycyjnych papierosów, jak i od e-papierosów.
Eksperci przypominają, że aby jakąkolwiek interwencję uznać za element strategii redukcji szkód, musi ona spełniać bardzo konkretne warunki. Przede wszystkim powinna wykazywać wyraźnie niższe i potwierdzone klinicznie ryzyko zdrowotne w długim okresie oraz być częścią systemu leczenia uzależnień.
Tymczasem e-papierosy, systemy podgrzewania tytoniu (HTP) czy saszetki nikotynowe nie spełniają tych kryteriów.
Nie są produktami leczniczymi, nie mają standaryzowanego dawkowania nikotyny, nie zostały zatwierdzone jako element terapii uzależnień i nie funkcjonują w systemie leczenia uzależnień. W konsekwencji – jak podkreślają specjaliści – nie mogą być traktowane jako narzędzia wspierające rzucanie palenia.
Problem dotyczy również składu aerozoli wytwarzanych przez te produkty. Zawierają one m.in. aldehydy, nitrozoaminy czy metale ciężkie – substancje toksyczne i potencjalnie rakotwórcze. Co więcej, dla wielu z nich nie istnieje bezpieczny poziom ekspozycji.
Długoterminowe skutki zdrowotne używania tych produktów wciąż pozostają nie do końca poznane.
Szczególne zaniepokojenie ekspertów budzi rosnąca popularność e-papierosów wśród młodzieży. Światowa Organizacja Zdrowia zwraca uwagę na agresywny marketing produktów smakowych, który w dużej mierze trafia właśnie do młodych odbiorców.
Dane z badania Global Youth Tobacco Survey pokazują skalę zjawiska w Polsce. W 2022 roku e-papierosy używało aż 23,4 proc. dziewcząt oraz 21,2 proc. chłopców w wieku 13–15 lat. Dla tytoniu podgrzewanego odsetki wynosiły odpowiednio 10,4 proc. i 9,7 proc., a dla papierosów tradycyjnych – 12,3 proc. i 11,2 proc.
Lekarze przypominają, że młody organizm jest szczególnie podatny na działanie nikotyny.
– W dodatku wciąż nie mamy pełnej wiedzy o składzie wielu e-papierosów. Zawarte w nich substancje mogą wpływać m.in. na układ nerwowy, funkcje poznawcze czy zdolność koncentracji – podkreśla prof. Paweł Koczkodaj z Zakładu Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie.
Jak dodaje, jeden e-papieros może zawierać ilość nikotyny odpowiadającą nawet kilkunastu czy kilkudziesięciu paczkom tradycyjnych papierosów. Tymczasem młodzi ludzie często korzystają z nich przez cały dzień.
Zdaniem ekspertów narracja o „bezpieczniejszej alternatywie” może sprzyjać inicjacji nikotynowej i utrwalaniu uzależnienia.
Zamiast ograniczać epidemię nikotynizmu, nowe produkty często prowadzą do tzw. wieloproduktowego używania – sytuacji, w której jedna osoba korzysta jednocześnie z kilku form nikotyny. W efekcie całkowite obciążenie zdrowotne populacji może rosnąć, a nie maleć.
– Branża tytoniowa od lat potrafi bardzo atrakcyjnie opakować swoje produkty – zauważa dr Nina Berdzuli, przedstawicielka WHO w Polsce. – Najpierw pojawiły się cienkie papierosy, które miały być rzekomo mniej szkodliwe. Dziś podobną narrację widzimy wokół nowych produktów nikotynowych. Opakowanie czy nowoczesna technologia nie zmieniają jednak faktu, że nikotyna i tytoń pozostają substancjami silnie uzależniającymi i szkodliwymi dla zdrowia.
Polskie Towarzystwo Onkologiczne i Polskie Towarzystwo Kardiologiczne podkreślają, że obecne dowody naukowe nie pozostawiają wątpliwości: nowe produkty nikotynowe nie spełniają kryteriów strategii redukcji szkód.
Eksperci apelują o objęcie wszystkich produktów tytoniowych i nikotynowych pełnymi regulacjami zgodnymi z międzynarodową konwencją WHO dotyczącą kontroli tytoniu.
Podkreślają też, że jedynymi metodami ograniczania szkód o potwierdzonej skuteczności pozostają nikotynowa terapia zastępcza oraz leki stosowane w leczeniu uzależnienia od nikotyny – czyli rozwiązania, które zostały dokładnie przebadane i zatwierdzone jako produkty lecznicze.
Priorytetem zdrowia publicznego – zaznaczają specjaliści – powinna być przede wszystkim ochrona dzieci i młodzieży: ograniczanie dostępności produktów nikotynowych, zmniejszanie ich atrakcyjności marketingowej oraz wspieranie skutecznych metod leczenia uzależnienia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze