Reklama

Najbardziej osobisty film pierwszej damy

W piątek do kin trafia „Melania” – dokument o pierwszej damie USA, który już przed premierą przeszedł do historii jako najdroższy film tego gatunku. Produkcja kosztowała 40 mln dolarów, a globalna promocja pochłonęła kolejne 35 mln. Zachwycony jest Donald Trump, sceptyczna – niemal cała branża filmowa. Krytycy pytają nie tylko o sens finansowy projektu, ale także o jego etykę i wiarygodność.

Film wyprodukowany dla Amazon MGM Studios pokazuje 20 dni z życia Melanii Trump poprzedzających inaugurację Donalda Trumpa w styczniu 2025 roku. Twórcy obiecują „bezprecedensowy dostęp” do kulis władzy: przygotowania do ceremonii, rozmowy dyplomatyczne, życie rodzinne i wizerunkowe zaplecze pierwszej damy. Problem w tym, że dostęp ten był – jak zgodnie podkreślają CNN, Reuters i FOX News – ściśle kontrolowany przez samą bohaterkę.

Za kamerą stanął Brett Ratner, reżyser znany z serii „Godziny szczytu”, dla którego „Melania” jest powrotem do wielkich produkcji po latach nieobecności związanej z oskarżeniami o molestowanie seksualne (którym konsekwentnie zaprzeczał). Funkcję producentki wykonawczej pełni Melania Trump, nadzorując – według producenta Marca Beckmana – produkcję, montaż, zwiastun oraz całą kampanię marketingową.

Reklama

– To nie jest dokument. To film, kinowa podróż – przekonywał Beckman w rozmowie z FOX News.

Sama Melania Trump tłumaczyła w programie „The Five”, że jest osobą bardzo prywatną i chce sama decydować, „kiedy i w jaki sposób opowiada swoją historię”. Dla wielu dokumentalistów to jednak zaprzeczenie istoty gatunku.

Najgłośniejszym promotorem filmu okazał się Donald Trump. Prezydent nazwał „Melanię” produkcją „MUST WATCH”, „historyczną” i „nigdy wcześniej niepokazywaną”. W mediach społecznościowych zapewniał, że bilety sprzedają się błyskawicznie, a widzowie wreszcie zobaczą jego żonę „taką, jaka naprawdę jest”.

Reklama

Amazon stanowczo odpiera zarzuty o polityczne motywacje.

– Kupiliśmy ten film z jednego powodu: wierzymy, że klienci go pokochają – deklarował rzecznik studia.

Nie wszyscy w to wierzą. Ted Hope, były szef działu filmowego Amazona, cytowany przez „New York Times”, nie krył zdumienia:

– To chyba najdroższy dokument w historii, który nie wymagał nawet licencji muzycznych. Trudno nie widzieć w tym próby przypodobania się władzy – albo czegoś jeszcze bardziej problematycznego.

Podobnie Thom Powers z festiwalu w Toronto określił kontrakt jako „zaskakujący”, podkreślając, że zapłacona kwota „nie ma żadnej relacji do realiów rynkowych”.

Reklama

Kontrowersje wzbudził także prywatny pokaz filmu w East Roomie Białego Domu. Jak relacjonował „Hollywood Reporter”, wśród gości znaleźli się m.in. szefowie Apple i Amazona, Mike Tyson oraz królowa Jordanii Rania. Wydarzeniu towarzyszył występ orkiestry wojskowej. Problem w tym, że pokaz odbył się w czasie protestów po zastrzeleniu demonstranta w Minnesocie.

– Prezydent urządza wieczór filmowy w Białym Domu – ironizowała kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez, wskazując na symboliczne „odklejenie” elit od społecznych napięć i dramatów zwykłych obywateli.

Reklama

Wątpliwości dotyczą również finansów. Prognozy Boxoffice Pro mówią o weekendzie otwarcia na poziomie 2–5 mln dolarów. Przy łącznych kosztach sięgających 75 mln – to, jak zauważył Harry Enten z CNN, „złe liczby”, nawet przy agresywnej kampanii promocyjnej.

„The Daily Beast” bez ogródek określa „Melanię” mianem „próżnościowego dokumentu”, przypominając, że nawet największe hity gatunku nie operowały podobnymi budżetami. Jeszcze ostrzej wypowiada się Julie Cohen, współreżyserka „RBG”, która na łamach „New York Timesa” stwierdziła, że film powstały pod tak ścisłą kontrolą bohaterki „nie ma integralności ani artystycznej, ani dziennikarskiej”.

Reklama

Mimo krytyki Amazon liczy na długofalowe zyski z Prime Video oraz planowanej serii dokumentalnej. Jedno jest pewne: „Melania” już zapisała się w historii jako pierwszy kinowy dokument wyprodukowany przez urzędującą pierwszą damę mieszkającą w Białym Domu. Jak zauważa Reuters, to wyraźne zerwanie z tradycją, według której podobne projekty powstawały dopiero po zakończeniu prezydenckiej kadencji.

Czy widzowie uznają ten eksperyment za „bezprecedensowy dostęp”, czy raczej za najdroższy filmowy autoportret w historii – okaże się dopiero po premierze.

Reklama

 

 

red./PAP

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości