Reklama

Mieszkańcy Żoliborza odcięci od domów – urzędnicy i spółdzielnia przerzucają się winą!

Mieszkańcy rejonu ulic Boguckiego, Zajączka i Gołębiowskiego od kilku tygodni zmagają się z problematycznym dojazdem do swoich domów. Utrudnienia pojawiły się wraz z wprowadzeniem nowej organizacji ruchu, której głównym celem miało być zwiększenie bezpieczeństwa pieszych. Dzielnica wskazuje, że źródłem kłopotów są wieloletnie zaniedbania Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, choć sama WSM kategorycznie się z tym nie zgadza.

Na posiedzeniu komisji infrastruktury mieszkańcy osiedla Żoliborz II licznie i głośno wyrazili sprzeciw wobec działań dzielnicy. Początkowo obawiano się nawet likwidacji około 40 miejsc postojowych, jednak ostatecznie urzędnicy odstąpili od tego zamiaru, decydując się jedynie na drobne poprawki w rejonie przejść dla pieszych.

Nieformalne wjazdy znikają

W trakcie robót zlikwidowano szereg wjazdów, z których mieszkańcy korzystali od dziesięcioleci, choć formalnie nigdy nie istniały w dokumentacji. Urzędnicy podkreślają więc, że trudno mówić o „likwidacji”.

Reklama

– Aby coś można było zlikwidować, musi być wcześniej zalegalizowane. Tymczasem te zjazdy nigdy nie zostały zaprojektowane ani zatwierdzone – tłumaczy wiceburmistrz Tomasz Mielcarz. Dodaje, że część nieformalnych wjazdów niszczyła infrastrukturę lub przecinała chodniki i przejścia dla pieszych, co jest sprzeczne z przepisami.

Rzeczniczka dzielnicy, Donata Wancel, zwraca z kolei uwagę, że przez lata kierowcy wymuszali przejazdy przez fragmenty jezdni wyłączone z ruchu, co mogło stwarzać zagrożenie dla pieszych.

Reklama

Spółdzielnia odpiera zarzuty

Administracja WSM Żoliborz II utrzymuje, że wjazdy pojawiły się w latach 60. i działały w podobny sposób jak „wydeptane ścieżki” – po prostu weszły w codzienny obieg.

– Urząd przez dekady nie zgłaszał do nich żadnych zastrzeżeń, także wtedy, gdy osiedla grodzono czy zmieniano organizację ruchu, na przykład wprowadzając strefę płatnego parkowania – podkreśla Cezary Kurkus, dyrektor administracji WSM. Jego zdaniem problem pojawił się dopiero teraz.

„WSM samo stworzyło ten problem”

Dzielnica widzi to inaczej. Wiceburmistrz Mielcarz argumentuje, że dawniej osiedla projektowano jako otwarte dla wszystkich, a dopiero po 2010 roku WSM zaczęła je grodzić – bez zadbania o zalegalizowanie zjazdów z dróg publicznych.

Reklama

– Zamiast tego na publicznych chodnikach malowano żółte koperty, żeby nikt nie zastawiał bram – dodaje.

Rosnące napięcia

Nowa organizacja ruchu – słupki, poprawa widoczności, korekty przy przejściach – miała przede wszystkim zwiększyć bezpieczeństwo pieszych. Jednocześnie odcięła jednak nieformalne skróty, które dla wielu mieszkańców były po prostu codziennymi wjazdami na teren osiedla.

– Nie zamykamy dróg pożarowych. Eliminujemy jedynie ruch tam, gdzie nigdy nie powinno go być – przekonuje rzeczniczka dzielnicy. – To spółdzielnia powinna zapewnić dojazd do drogi publicznej i złożyć wnioski o legalne zjazdy. Nigdy tego nie zrobiła.

Reklama

WSM odpiera, że nikt nie prowadził z nią konsultacji, a o zmianach dowiedziała się dopiero w dniu rozpoczęcia robót. Urząd odpowiada krótko: – Konsultacji nie robi się w sytuacjach, gdy trzeba egzekwować przepisy.

Dzielnica po raz kolejny wezwała WSM do przygotowania projektów legalnych zjazdów i złożenia odpowiednich wniosków. Zapowiada też, że gdy spółdzielnia tylko je dostarczy, procedowanie będzie szybkie.

 

Źródło: tustolica.pl

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości