Wielu dyrektorów generalnych, dla których różnorodność płci jest priorytetem — poprzez wyznaczanie aspiracyjnych celów dotyczących odsetka kobiet na stanowiskach kierowniczych, naleganie na zróżnicowaną listę kandydatów na stanowiska kierownicze oraz opracowywanie programów mentorskich i szkoleniowych — przeżywa frustrację. Oni i ich firmy poświęcają czas, pieniądze i dobre intencje na wysiłki mające na celu zbudowanie solidniejszego rurociągu kobiet zdolnych do awansu, a potem… Niewiele się dzieje.
Problem polega na tym, że kobiety wciąż zbyt często nie uwzględniają kruchego procesu dochodzenia do postrzegania siebie i bycia postrzeganymi przez innych jako lidera. Bycie liderem to znacznie więcej niż tylko objęcie roli przywódczej, zdobycie nowych umiejętności i dostosowanie własnego stylu do wymagań tej roli. Wiąże się to z fundamentalną zmianą tożsamości. Tymczasem korporacje nieumyślnie podważają ten proces, doradzając kobietom, aby aktywnie starały się o role przywódcze — nie odnosząc się jednocześnie do polityk i praktyk, które komunikują rozbieżność między sposobem postrzegania kobiet a cechami i doświadczeniami, które ludzie zwykle kojarzą z liderami.