Stanowiska rządowe czy fotele w Sejmie jako chwilowe przystanki w drodze do "politycznego Eldorado"? Tak można wnioskować z układu list wyborczych, które przygotowały partie obecnej koalicji rządowej na czerwcowe wybory do Parlamentu Europejskiego.
Już 9 czerwca pójdziemy, choć niestety zapewne w niezbyt wielkiej grupie, do urn wyborczych, by oddać głos na kandydatów, których marzeniem jest trafienie do parlamentu obradującego w Brukseli i Strasburgu. I raczej nie chodzi tutaj o władzę, co zazwyczaj powinno być celem polityków, bo tej Parlament Europejski akurat nie ma zbyt wiele. Najbardziej kuszącą perspektywą jest przede wszystkim ten aspekt, o którym w jednym ze swoich przebojów śpiewa Maryla Rodowicz: "bo to co nas podnieca, to się nazywa kasa". Europosłowie mogą bowiem liczyć na apanaże w wysokości około czterdziestu tysięcy złotych miesięcznie, czyli kwoty nieosiągalne za pracę w polskim rządzie czy Sejmie. Jest więc naprawdę o co się bić.