Warszawa od kilku lat konsekwentnie rozbudowuje sieć automatycznych defibrylatorów zewnętrznych (AED) – urządzeń, które w sytuacji nagłego zatrzymania krążenia mogą zdecydować o życiu lub śmierci. Trafiają do szkół, bibliotek, stacji metra, autobusów czy radiowozów straży miejskiej. Ich liczba systematycznie rośnie, a władze miasta podkreślają, że dostęp do sprzętu ratującego życie jest jednym z priorytetów miejskiej polityki bezpieczeństwa.
Na mapie prowadzonej przez Miejskie Centrum Kontaktu Warszawa 19115 w grudniu ubiegłego roku znajdowało się już 517 zgłoszonych urządzeń AED. To jednak tylko część infrastruktury – baza jest stale uzupełniana, bo mieszkańcy mogą zgłaszać kolejne defibrylatory, które po weryfikacji trafiają do miejskiego systemu.
Stołeczny ratusz od lat doposaża w AED miejskie placówki. Urządzenia pojawiają się w szkołach, przedszkolach, bibliotekach, a także w miejscach aktywności seniorów. Tylko w 2025 roku – na wniosek burmistrzów dzielnic – zakupiono dodatkowe 149 defibrylatorów, które trafiły do placówek edukacyjnych, kulturalnych i administracyjnych.
Jeszcze większą skalę miał projekt realizowany przez Stołeczne Centrum Bezpieczeństwa w ramach budżetu obywatelskiego. Pod koniec roku, w programie „AED-y dla Warszawy”, miasto kupiło 217 automatycznych defibrylatorów zewnętrznych.
Nowe urządzenia zamontowano w wielu miejscach, z których codziennie korzystają tysiące mieszkańców – na stacjach metra, w pociągach Szybkiej Kolei Miejskiej, w autobusach komunikacji miejskiej oraz w radiowozach straży miejskiej.
W efekcie w przestrzeni publicznej stolicy znajdują się już setki defibrylatorów. W teorii oznacza to, że pomoc powinna być w zasięgu kilku minut.
Dyskusję o realnej dostępności sprzętu na nowo rozpaliły jednak wydarzenia z początku tygodnia. W poniedziałek wieczorem, podczas spotkania Związku Polskich Artystów Fotografików w Warszawie, zmarł znany fotoreporter Adam Chełstowski.
Jednym ze świadków zdarzenia był fotograf Jan Wojtek Łaski. W relacji opublikowanej w mediach społecznościowych napisał, że podczas akcji ratunkowej problemem okazało się szybkie znalezienie defibrylatora.
„W centrum europejskiej stolicy, w miejscu odwiedzanym codziennie przez tysiące ludzi, nie było dostępnego urządzenia, które mogłoby zwiększyć jego szanse na przeżycie” – relacjonował. Według niego ktoś pobiegł po defibrylator do Zamku Królewskiego, ale budynek był zamknięty. Na miejscu stał wprawdzie radiowóz straży miejskiej, jednak bez załogi.
Łaski podkreślił, że w sytuacjach zagrożenia życia liczy się przede wszystkim natychmiastowa dostępność sprzętu.
„Sprzęt ratujący życie musi być jednoznacznie oznaczony i dostępny bez szukania. Po fakcie zawsze można wiele wyjaśnić, lecz w chwili zagrożenia życia liczą się konkretne rozwiązania systemowe – i odpowiedzialność za to, by w reprezentacyjnym centrum Warszawy aparat ratujący życie był w oczywistym, widocznym miejscu. Bo naprawdę każda minuta ma znaczenie” – napisał.
Z miejskiej mapy wynika, że najbliższy defibrylator znajduje się w wartowni Zamku Królewskiego. Problem w tym, że urządzenie nie jest dostępne przez całą dobę – można z niego skorzystać jedynie w godzinach 8.00–18.00.
Przedstawiciele Zamku podkreślają jednak, że urządzeń jest tam więcej.
Jak poinformowała Paulina Szwed-Piestrzeniewicz z działu promocji i komunikacji instytucji, na terenie Zamku Królewskiego znajduje się siedem defibrylatorów AED. Jeden z nich znajduje się w Sieni Wielkiej na pierwszym piętrze trasy zwiedzania, kolejny właśnie w wartowni przy wejściu od strony dziedzińca, obok Bramy Zegarowej.
Dodatkowe urządzenia znajdują się także na parterze Pałacu pod Blachą, w Arkadach Kubickiego oraz w budynkach administracyjnych w północnej części Ogrodów Zamkowych.
W wartowni przez całą dobę obecne są osoby przeszkolone z udzielania pierwszej pomocy. Jednocześnie – jak zaznacza przedstawicielka Zamku – dostęp do części urządzeń jest ograniczony godzinami funkcjonowania muzeum.
„Ze względu na charakter instytucji muzealnej dostęp do defibrylatorów jest ograniczony do godzin otwarcia dla zwiedzających. Zamek sam zgłosił urządzenia do systemu Warszawa 19115, aby poinformować o ich lokalizacji i zasadach dostępności. W miarę możliwości zawsze udzielamy pomocy” – przekazała.
Dodatkowo w poniedziałki Zamek Królewski jest zamknięty dla zwiedzających. Tego dnia czynna pozostaje jedynie Brama Senatorska, z której korzystają pracownicy.
Pierwszy defibrylator na Zamku trafił tam dzięki Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy wraz ze specjalistycznym szkoleniem. Kolejne urządzenia instytucja kupiła już z własnych środków.
Historia z Placu Zamkowego pokazuje jednak, że sama liczba urządzeń nie rozwiązuje wszystkiego. Kluczowe okazują się widoczność, oznaczenie i całodobowa dostępność sprzętu – zwłaszcza w miejscach, które codziennie odwiedzają tysiące ludzi.
Bo w przypadku nagłego zatrzymania krążenia statystyki są bezlitosne: każda minuta bez defibrylacji zmniejsza szanse przeżycia nawet o kilkanaście procent. A w praktyce oznacza to jedno – liczy się nie to, czy defibrylator jest w mieście, lecz czy można go znaleźć w ciągu kilkudziesięciu sekund.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze